20 „naj” rowerowej podróży przez Polskę

W ostatnim wpisie były liczby z wyprawy, czyli sztywne i niezaprzeczalne fakty, dziś natomiast będzie bardziej subiektywnie. Oto zestawienie wszystkich „naj”, a więc między innymi tego, jakie miasta i atrakcje podobały mi się podczas tej podróży najbardziej, jakie najmniej, co mnie najbardziej zaskoczyło, a co rozczarowało. A jako że w trasie spędziłem 51 dni i odwiedziłem wszystkie województwa w naszym kraju, było z czego wybierać. 😉

Najpiękniejsze miasto: Wrocław

Taka była moja opinia już od dłuższego czasu i po tej podróży nic się w tej kwestii nie zmieniło. Wrocław jest cudowny, różnorodny, zaskakujący, a atrakcji w nim nie brakuje. W moim przekonaniu jedynym miastem w Polsce mogącym się z nim równać jest Kraków, jednak mimo wszystko stolica Dolnego Śląska (już po raz kolejny) zrobiła na mnie nieco większe wrażenie. 🙂

Najpiękniejszy Rynek: Poznań

Rynek we Wrocławiu jest wspaniały, jednak ten poznański spodobał mi się jeszcze bardziej. Mnóstwo niezwykle kolorowych kamienic, do tego pięknie zdobionych, wiele pomników i fantastyczny ratusz – to połączenie uważam wręcz za magiczne. Powiem szczerze, że kiedy tam dotarłem, tak się zachwyciłem, że nie wiedziałem gdzie skierować wzrok i co fotografować. Co ciekawe, nie była to moja pierwsza wizyta w Poznaniu, lecz poprzednio miejscowy plac centralny nigdy nie zapadł mi w pamięć aż tak szczególnie… Tylko ciężko mi teraz ustalić, czy to on został zmieniony (może odrestaurowany, może budynki odmalowane), czy moje upodobania. 😅

Najpiękniejsze małe miasto: Pszczyna

Ciężko jednoznacznie określić, czym jest „małe” miasto, jednak zamieszkiwana przez około 25 tysięcy osób Pszczyna na pewno do wielkich nie należy. Wielkie natomiast są jej walory turystyczne. Zresztą nie bez powodu nazywana bywa Perłą Górnego Śląska, o czym nawet wcześniej nie miałem pojęcia. Za to teraz, po mojej wizycie, mogę z czystym sumieniem polecić Pszczynę każdemu. 👌

Najpiękniejsza wieś: Zalipie

Tu wybór mógł być tylko jeden. Moim zdaniem Zalipie jest najpiękniejsze, bo najbardziej kolorowe i radosne, a co za tym idzie – natychmiast wywołujące uśmiech na twarzy. Od razu chcę uprzedzić, iż nie jest to malutka wieś, więc te pomalowane budynki nie leżą tuż obok siebie, nie są skupione na niewielkim obszarze. Niemniej jednak ich odszukiwanie jest świetną przygodą, a każde „znalezisko”, niby utrzymane w podobnym klimacie, potrafi zadziwić na nowo. No i w gruncie rzeczy „odszukiwanie” to trochę wyolbrzymione słowo, gdyż wjeżdżając do miejscowości można rzucić okiem na mapę z lokalizacją większości malowanych domów. 😉

Najgorsze miasto: Szczecin

Już po raz drugi Szczecin zaskakuje w ten najbardziej negatywny sposób (pierwsza wizyta była w poprzednim roku, podczas powrotu z podróży dookoła Bałtyku). Kto oglądał na bieżąco moje stories na Instagramie, ten mniej więcej widział dlaczego. Tutaj napiszę tylko tyle, że znowu przekonałem się, iż to po prostu jedno z niewielu w Polsce antyrowerowych miast… Gorąco NIE polecam!

Najciekawsze miasto zagraniczne: Pilzno

Jak to miasto zagraniczne, przecież to była podróż po Polsce, prawda? Chodzi oczywiście o nazwę miejscowości, którą można znaleźć również poza granicami naszego kraju. I właśnie leżące w województwie podkarpackim Pilzno wysunęło się na czoło mojego rankingu w tej nietypowej kategorii. A jego bardziej znany odpowiednik usytuowany jest oczywiście w Czechach. 🙂

Największe odkrycie (miejscowość): Niedźwiedź

Czy ktoś z Was słyszał o takiej miejscowości? No właśnie. A okazuje się, że ta lubuska wieś jest prawdziwym nieodkrytym skarbem. Bo czy gdzieś indziej można oglądać drewniane rzeźby stojące niemal w każdym możliwym miejscu? W Niedźwiedziu jest ich grubo ponad 100 (niewiele mniej niż mieszkańców, których według Wikipedii jest 281 😀). Bierze się to z organizowanych corocznie (od 2001 roku) zawodów drwali. I prezentuje się naprawdę fantastycznie. 👌

Największe odkrycie (miejsce): ratusz we Wschowie

Po prostu cudo! Aż dziwne, że nigdy wcześniej nie natknąłem się na jego zdjęcia, bo co jakiś czas szukam w internecie przeróżnych atrakcji, zwłaszcza takich perełek. No a ratusz we Wschowie prezentuje się wizualnie naprawdę fantastycznie, lepiej niż wiele przereklamowanych pałaców czy zamków. Dla mnie rewelacja, a jako że dotarłem do niego w okolicach południa, miałem również okazję wysłuchać pięknego brzmienia hejnału. 🙂

Czyż ratusz we Wschowie nie przypomina jakiegoś cudownego zamku lub pałacu? 😉

Najzabawniejsze miasto: Wąchock

Nie wiem czy miasto może być zabawne, ale ja w Wąchocku rozbawiłem się niesamowicie. Wąchock jest prawdopodobnie najbardziej wyśmiewaną miejscowością w Polsce i chyba każdy zna jakiś dowcip o jego mieszkańcach bądź sołtysie. A co robi miasto w odpowiedzi na te żarty? Tworzy Aleję Humoru i umieszcza niektóre z tych kawałów na płytach chodnikowych. Powiem Wam szczerze, że je czytałem i śmiałem się jak głupi. A miejscowi śmiali się wtedy ze mnie. 😂

Najśmieszniejsza nazwa miejscowości: Zimna Wódka

I to wcale nie jest żart. Zimna Wódka istnieje naprawdę i leży w województwie opolskim, a dokładniej – w gminie Ujazd. Odwiedziłem jeszcze kilka innych miejscowości z nietypowymi nazwami, jak na przykład Błota, Drużyna, Brody, Lisie Pole czy Książki, ale chyba zgodzicie się, że Wódkę ciężko przebić. 😀

Najlepszy dziki nocleg: Brok

Mam tu na myśli Brok w województwie mazowieckim, a właściwie jego okolice. Fantastyczna miejscówka przy Bugu z cudownymi widokami, dostępem do wody, równym podłożem, ciszą i spokojem. Jeśli miałbym opisać idealne miejsce na biwak, prawdopodobnie byłoby to coś bardzo zbliżonego do tego. I co ciekawe, był to mój ostatni nocleg podczas całej podróży. Nieważne jak się zaczyna… i tak dalej. 😉

Najdziwniejszy nocleg: opuszczona stajnia

Myślę, że tu wystarczy samo zdjęcie i nie trzeba dodawać nic ponad to. 😂

Nie wiało, nie padało... Czego chcieć więcej? 😂

Najpiękniejszy zachód słońca: Gdańsk

W zestawieniu „naj” z ubiegłorocznej podróży dookoła Bałtyku znalazła się taka kategoria, więc i tym razem wspomnę o zachodzie słońca, który najbardziej zapadł mi w pamięć. A było to przy samym Morzu Bałtyckim, w stolicy Pomorza, czyli Gdańsku. 😍

Komentarz jest tu zbędny 😍😍

Największe wyzwanie: pierwsza długa podróż solo

Już przed startem wiedziałem, że będzie trudniej niż poprzednio, gdyż będę zdany tylko i wyłącznie na siebie. Mam tu na myśli wszystkie okołowyprawowe obowiązki, których przy moim oszczędnopodróżniczym stylu jest całe mnóstwo, a których tak na dobrą sprawę nie widać na żadnych zdjęciach ani nigdzie indziej. Kiedy dochodzi zmęczenie, a w moim przypadku również chęć relacjonowania wszystkiego na bieżąco w social mediach, czasem pojawiają się gorsze dni czy odrobina zwątpienia. Wtedy na pewno przydałaby się jakaś pomocna dłoń. Na szczęście do wszystkiego można przywyknąć i się przyzwyczaić, także każda kolejna solowa wyprawa powinna być już nieco łatwiejsza. 🙂

Najtrudniejszy moment: zimno, mokro, a granica „zamknięta”

Jak już wspominałem kilkukrotnie, pierwotnie miała to być wielomiesięczna podróż zagraniczna, dlatego dom opuściłem już 12 kwietnia. I właśnie początek dał mi się najmocniej we znaki, gdyż nie dość, że było zimno (nocami dochodziło nawet do -2 stopni), to praktycznie cały czas padało… Kiedy na granicy z Ukrainą pojawiły się problemy i nie udało się jej przekroczyć, dopadło mnie spore zwątpienie… Jednak nie po to wyruszyłem na wyprawę, aby wrócić z „podkulonym ogonem” ledwie po tygodniu. 😉

Największe zaskoczenie pozytywne: LUDZIE!

Ja zawsze powtarzam, że głęboko wierzę, iż ludzie są z natury dobrzy i pomocni. Podczas tej podróży ta wiara została wzmocniona jeszcze bardziej, gdyż spotkałem na swojej drodze masę wspaniałych ludzi o wielkich sercach, którzy obdarzyli mnie ogromną życzliwością. Większą, niż kiedykolwiek mógłbym przypuszczać. A takie gesty są cudownym, a zarazem niezwykle wartościowym „bonusem” każdej podróży i pozostają w pamięci na zawsze. Nie będę tu wypisywał wszystkich nowo poznanych osób, lecz z tego miejsca chcę im gorąco podziękować! ❤❤

Największe zaskoczenie negatywne: awaria koła

Ponownie tylne koło okazało się najsłabszym ogniwem. Rok temu podczas podróży dookoła Bałtyku nie obyło się bez serwisu i jego wymiany, tym razem było podobnie. Różnica jest jednak taka, że teraz koło było całkowicie nowe, dużo solidniejsze (tak się przynajmniej wydawało), więc kompletnie się tego nie spodziewałem… Ale podczas takiej wyprawy często występują sytuacje, których po prostu nie da się przewidzieć.

A skoro mowa o negatywach, to chcę jeszcze raz „wyróżnić” Szczecin. NIE polecam! 😂

Jak widać, czasem i rower musi trafić na "stół operacyjny"...

Najciekawsze spotkania zwierzęce: foki i salamandra

Jako że nieodłącznym elementem moich podróży rowerowych jest biwakowanie na dziko i przebywanie blisko natury, a nieodłącznym elementem natury są zwierzęta, to często dochodzi do nieplanowanych spotkań właśnie z przedstawicielami fauny. I ja to uwielbiam! Tym razem najbardziej w pamięci utkwiło mi ogromne stado fok w rezerwacie Mewia Łacha oraz salamandra plamista z młodymi na jednej z dróg w województwie podkarpackim. 🙂

Najśmieszniejsza sytuacja: wizyta leśniczego

Któregoś dnia z rana (około godziny 6:30), po jednej z typowych nocy spędzonych na dziko w lesie, usłyszałem dźwięk ugniatających się pod stopami liści. Jasne było, że ktoś kręci się koło namiotu, ale to akurat nie jest niczym niezwykłym, gdyż czasami ludzie po prostu spacerują po lesie lub wyprowadzają psy. Nagle jednak rozlegają się słowa: „Dzień dobry, straż leśna”. Na szczęście leśniczy okazał się „ludzkim” człowiekiem i nie robił żadnej afery, więc krótko porozmawialiśmy w przyjaznej atmosferze i dlatego teraz mogę wspominać tę sytuację jako coś śmiesznego, nietypowego i całkiem fajnego. Gdyby jednak trafił się jakiś służbista, odczucia byłyby pewnie zupełnie odmienne. 😅

A nawiązując do leśniczego, jedną noc spędziłem w takiej leśnej chatce 😉

Najlepsze murale: Łódź

I na koniec coś specjalnie dla wielbicieli street artu (do których zaliczam się i ja 😀). Podczas tej podróży widziałem wiele fantastycznych murali, najwięcej w Łodzi oraz Warszawie, ale z racji na „gęstość” ich występowania wyżej w tej kategorii stawiam właśnie stolicę województwa łódzkiego. A poniżej kilka dowodów na to, że moja decyzja nie opiera się jedynie na ilości i gęstości, ale przede wszystkim na jakości tych dzieł. 👌

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *