Bałkańska przygoda – 20 „naj” z podróży

Po każdej z ostatnich wypraw robiłem podobne zestawienie i opisywałem wszystko to, co było moim zdaniem najpiękniejsze, najlepsze, najciekawsze, ale także najgorsze i najbardziej uciążliwe. Niech i tym razem tradycji stanie się zadość – oto mój subiektywny wybór 20 „naj” z 44-dniowej „Bałkańskiej przygody”. 😉

Najpiękniejszy kraj: Macedonia Północna

Kompletnie się tego nie spodziewałem, ale właśnie takie są uroki podróżowania. 🙂 O moim pobycie w Macedonii mogę wypowiadać się tylko i wyłącznie w superlatywach. Cudowne miasta Skopje i Ochryda, do tego fantastyczna atrakcja jaką był Kolorowy Meczet w Tetowie, a wszystko to „połączone” niesamowitą wręcz trasą z licznymi rzekami i jeziorami, z najsłynniejszym Jeziorem Ochrydzkim na czele. W Macedonii nie było nawet króciutkiego momentu na nudę! 👍

Najgorszy kraj: Albania

Nie mam tu na myśli rzecz jasna krajobrazów, bo albańskie górskie scenerie są doprawdy przepiękne. Było tu natomiast wiele aspektów, które uczyniły mą podróż nieco mniej przyjemną. Zacznijmy od kwestii finansowej, a konkretnie od faktu, że w prawie żadnym sklepie nie można było płacić kartą, a jeśli już znalazł się jakiś z tak nowoczesnym rozwiązaniem, to pojawiała się kwota minimalna, którą trzeba wydać. Powiecie, że przecież można wypłacić gotówkę z bankomatu i problem znika… Jasne, tyle że chyba dopiero przy ósmej próbie bankomat nie żądał prowizji (wcześniej przy próbie wypłaty 1000 albańskich leków, w zależności od banku wahało się to w przedziale 290-700 leków). Wiem, nie jest to straszne czy nieumożliwiające podróż, lecz w innych krajach takich problemów nie miałem, dlatego o tym wspominam. Ponadto w Albanii nawigacja poprowadziła mnie trasą, o której wolałbym raczej zapomnieć i z której ostatecznie zjechałem na jedyną drogę alternatywną w okolicy – autostradę… A wybrzeże było tak przepełnione komercją, że po dotarciu do Morza Adriatyckiego w Durrës od razu odbiłem nieco bardziej w głąb lądu.

Najlepszy kraj do jazdy rowerem: Węgry

Być może to dość nieoczywisty wybór, ale właśnie tak uważam – na Węgrzech nie było zbyt wielkich gór, za to relatywnie sporo fajnych ścieżek rowerowych. A dodatkowo w praktycznie każdej wsi można znaleźć przy drodze pompę z pitną wodą, także akurat o odwodnienie w tym kraju zupełnie nie musiałem się martwić. 😉

Najpiękniejsze miasto: Skopje (Macedonia Północna)

Tu miałem zagwozdkę między dwoma macedońskimi miejscowościami – Skopjem i Ochrydą. Ostatecznie jednak „oddając cesarzowi co cesarskie” stawiam na stolicę, a więc najważniejsze miasto w kraju. Ogromny przepych, wiele nowoczesnych i wpadających w oko budowli, niezliczona wręcz ilość pomników – dla mnie po prostu rewelacja! I przyznam szczerze, że przed moją wizytą zupełnie się tego nie spodziewałem. 🙂

Najbrzydsze miasto: Tirana (Albania)

Stolica Albanii wygrywa tę niechlubną kategorię, gdyż był to dla mnie największy zawód, jeśli chodzi o miasta tej wyprawy. Nie będę się tu zbytnio rozwodził, ale Tirana jest po prostu nudna i nie ma tu praktycznie żadnych ciekawych atrakcji. Zdecydowanie nie polecam.

Najbardziej niesamowite miejsce: Kanion Uvac (Serbia)

Tu też nie będę się długo rozpisywał, ale z zupełnie innego powodu – w tym wypadku po prostu brakuje odpowiednich słów na wyrażenie mojego zachwytu! Po ubiegłorocznej podróży przez Norwegię sądziłem, że teraz nic nie dorówna tamtym wrażeniom… Myliłem się – ten kanion jest doprawdy wyjątkowy i moim zdaniem należy mu się miejsce w czołówce europejskich atrakcji naturalnych. 👍

Widoki po prostu zapierające dech w piersiach! 😮

Największe odkrycie: Sódomb (Węgry)

Na zdjęciach, które znalazłem w internecie, nie robiło to tak wielkiego wrażenia jak na żywo. A na żywo wrażenie było po prostu niesamowite! Bez wątpienia to niezwykłe miejsce można nazwać mniejszym kuzynem tureckiego Pamukkale, bo występuje tu dokładnie identyczne zjawisko. To naprawdę warto zobaczyć! I poczuć, bo to, czego nigdy nie pokażą fotografie, to „cudowny” zapach zgniłych jaj wywoływany przez siarkowodór. Ale to też ma swój urok. 😂

Największe wyzwanie: upały

Po kilku odbytych wcześniej wyprawach byłem przygotowany na wiele, ale jak się okazało, na ogromne, czasem ponad 45-stopniowe upały nie do końca… To one doprowadziły do udaru słonecznego, który przez wymioty i brak apetytu siał spustoszenie w moim organizmie. A to często prowadziło do braku sił i fatalnego samopoczucia, co w ostatecznym rozrachunku zmusiło mnie do podjęcia decyzji o zakończeniu wyprawy.

Najpiękniejszy zachód słońca: Eger (Węgry)

Rewelacyjne miejsce noclegowe przy Zalewie Laskóvölgyi. Cisza, spokój, piękne widoki i bezproblemowy dostęp do wody. A wieczorem wspaniały deser właśnie w postaci zachodzącego słońca. 😉

Najpiękniejszy wschód słońca: Fushë Milot (Albania)

Miejscówka między rzeką Drin a Laguną Merxhani. A z rana sceneria, której nie trzeba chyba opisywać słowami. 😍

Chciałbym codziennie budzić się przy takich widokach 😍😍

Najlepszy nocleg na dziko: Jezioro Mawrowo (Macedonia Północna)

Noclegów z fantastycznymi widokami było sporo, ale najlepiej wspominam właśnie ten przy Jeziorze Mawrowo. Aby do niego dotrzeć, musiałem się sporo namęczyć i pokonać duże przewyższenie (leży ono na wysokości 1220m n.p.m.), ale po rozstawieniu namiotu nie miałem najmniejszych wątpliwości – było warto! 👌

Czy ktoś mógłby stwierdzić, że takie miejsce nie jest przepiękne? 😉

Najdziwniejszy nocleg: boisko piłkarskie (Słowacja)

Dotąd na boisku piłkarskim jedynie grałem, jeszcze nigdy wcześniej na nim nie spałem. 😂 Nie był to wprawdzie „dziki” nocleg, gdyż dostałem od miejscowych pozwolenie, a nawet zaproszenie, aby rozstawić tam namiot, ale bez wątpienia takie miejsce nie należy do typowych czy codziennych wyborów. A miałem tam wszystko, czego było mi trzeba – ławeczki i dach, wodę do picia i mycia, a nawet gniazdko elektryczne. 😀

Akurat tutaj o równe podłoże nie musiałem się martwić 😃

Najgorszy nocleg: Uroševac (Kosowo)

Bardzo rzadko się zdarza, że rozstawiam namiot po ciemku, ale tamtego dnia sytuacja mnie do tego zmusiła. Nie miałem za bardzo sił szukać czegoś lepszego i było to chyba najgorsze miejsce noclegowe w mojej historii – blisko drogi (na szczęście nie aż tak ruchliwej, więc nie było strasznych hałasów), na podłożu tak twardym i nierównym, że noc była po prostu męczarnią. Ale zauważmy też jeden pozytyw, a mianowicie fakt, że miejsce to znajdowało się niemal w parku wodnym. 😂

Na zdjęciu miejscówka może nie wygląda aż tak źle, ale w rzeczywistości była fatalna...

Najciekawsze spotkanie (ludzie): ??

Tym razem nie będzie tej kategorii, gdyż miałem sporo bardzo ciekawych i miłych spotkań, ale nie potrafię wybrać jednego konkretnego, które było szczególnie wyjątkowe. Najsprawiedliwiej będzie zatem nie wyróżniać żadnego. 😉

Najciekawsze spotkanie (zwierzęta): jaszczurki i żółwie

Jaszczurek na Bałkanach żyje tak wiele, że nie jestem w stanie zliczyć wszystkich, które spotkałem na swojej drodze. I występują one w naprawdę różnych rozmiarach, ale są z reguły mocno płochliwe. 😀 Wyróżniam je, gdyż w Polsce zwyczajnie tego nie mamy, a na pewno nie w takich ilościach. Nie mamy też dziko żyjących żółwi. Tych wprawdzie nie spotkałem zbyt wiele, bo ledwie 3 sztuki (w Kosowie, Czarnogórze oraz Bośni i Hercegowinie), lecz były to spotkania mocno niespodziewane. 😀

Największe pozytywne zaskoczenie: Macedonia Północna

Mógłbym powtórzyć tu dokładnie to samo, co już wcześniej napisałem przy kategorii „najpiękniejszy kraj”. Piękno Macedonii było dla mnie największym i kompletnie nieprzewidzianym zaskoczeniem! 👍

Największe negatywne zaskoczenie: śmieci i brud

Wiedziałem, że te rejony są dużo słabiej uświadomione odnośnie dbania o środowisko, ale nie spodziewałem się sterty walających się śmieci praktycznie na każdym parkingu i w praktycznie każdym innym miejscu, gdzie można je samochodem wywieźć… W tych niechlubnych działaniach przodowało Kosowo oraz Albania, natomiast w Serbii najbardziej popularnymi miejscami na śmietniska okazały się… rzeki. Być może jadąc głównymi drogami (mam tu na myśli zwłaszcza słynące z pięknych plaż albańskie wybrzeże) tego nie dostrzeżemy, ale podróżując rowerem widać wszystko to, co jest pomiędzy topowymi atrakcjami, widać całą prawdę… I jest to naprawdę smutny widok. 😢

Najśmieszniejsza sytuacja: kozy gryzące namiot (Albania)

Któregoś dnia rozstawiam namiot przy rzece, aż nagle pojawia się stado kóz w opiece pasterza (a właściwie pasterki, gdyż była to kobieta). W pierwszej chwili oczywiście pomyślałem sobie coś w rodzaju „super, fajna akcja”, jednak kozy to zwierzęta, które są chyba wiecznie głodne. I nie są mocno wybredne odnośnie jedzenia, a okazuje się, że w skład ich jadłospisu mogą wchodzić również linki od namiotu. 😂 Na szczęście zachowałem czujność i szybko zareagowałem odganiając je nieco od mojego przenośnego domu, bo w przeciwnym razie do problemów z pałąkami pewnie by doszły kolejne. 😅

Najniebezpieczniejsza sytuacja: agresywny pies (Macedonia Północna)

W pewnym sensie można zaliczyć tę przygodę do zabawnych, jednak umieszczam ją w tej kategorii, gdyż w momencie jej wystąpienia kompletnie nie było mi do śmiechu. Otóż sytuacja ponownie miała miejsce już po rozstawieniu namiotu. Fajne miejsce tuż przy wodzie, zatem rozbieram się (do majtek), biorę ze sobą ręcznik i ruszam, aby w spokoju zmyć z siebie trudy całego dnia. W pewnym momencie pojawia się wielki, sięgający mi gdzieś do brzucha pies. I to kompletnie nie wiem skąd, bo w bliskiej okolicy nie ma żadnych domów czy innych zabudować. Co gorsze, psu nie podoba się zbytnio moja obecność, chyba wkroczyłem na jego teren. Nie rzuca się na mnie, jednak swoim agresywnym szczekaniem i posuwaniem się w moim kierunku daje do zrozumienia, że nie powinienem tu przebywać. Gdybym był na rowerze i miał wszystkie swoje rzeczy, pewnie zmieniłbym miejsce, aby nie doszło do konfliktu, ale mój namiot jest już rozstawiony, a ja stoję jedynie z ręcznikiem w samych majtkach. Po chwili oprócz ręcznika trzymam też ogromny kij… Czekam parę minut i próbuję wrócić do namiotu nieco z innej strony – niestety pies jest czujny i ponownie głośno okazuje swoje niezadowolenie. Nie widzę innego rozwiązania niż przeczekać nieco dłużej, w nadziei że zwierzę gdzieś odejdzie. Idę zatem się wykąpać, cały czas oczywiście zachowując czujność i obserwując czy pies się nie zbliża. Gdzieś po pół godzinie znów podejmuję próbę powrotu do namiotu. Podchodzę z jeszcze innej strony i udaje mi się w końcu wskoczyć do środka. Jestem bezpieczny. W pewnym sensie, gdyż jeszcze przez wiele godzin słyszałem szczekanie psa (na szczęście w oddali, a nie blisko przy namiocie), a cała noc nie należała do moich najspokojniejszych. Następnego dnia rano zbierałem swoje obozowisko w tempie ekspresowym, żeby uciec stamtąd jak najszybciej i nie spotkać ponownie czworonożnego „przyjaciela”. 😅

Kto by przypuszczał, że po rozstawieniu namiotu w takim fajnym miejscu przydarzy mi się taka mało fajna przygoda? 😅

Najlepsze murale: Belgrad (Serbia)

W tej kategorii wyróżniam stolicę Serbii, gdyż po prostu efektownych murali było tu najwięcej. Na czele z niesamowitym i ogromnym, zajmującym 450 metrów kwadratowych dziełem o nazwie „Magiczny las”. 👌

Najciekawsze owoce: Arbuz i figi

Nowa pozycja w zestawieniu 20 „naj”, ale pierwszy raz podróżowałem po bardziej egzotycznych terenach, gdzie występują owoce, które w Polsce w naturalnym środowisku ciężko znaleźć. Najlepiej wspominać będę zjedzonego prosto z pola arbuza (nieporównywalnie smaczniejszy i bardziej soczysty niż nasze sklepowe) oraz rosnące wręcz w niezliczonych ilościach figi (i to w różnych odmianach, między innymi z fioletową czy zieloną skórką). 😋

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *