Barcelona cz.2

W drugim dniu głównym celem miała być strefa nadmorska oraz rejony z nią sąsiadujące. Wiele ciekawych atrakcji na stosunkowo małej powierzchni. Tym razem obyło się bez transportu publicznego. Najlepszy sposób na zwiedzanie – spacer, gdyż dzięki temu można poczuć w pełni atmosferę miejską i dodatkowo napotkać na nieplanowane wcześniej interesujące obiekty.

Wędrówkę zacząłem od sympatycznego akcentu. Bo jak inaczej określić wielką rzeźbę kota na zwykłym chodniku, dodatkowo w otoczeniu egzotycznych palm? Mowa o Kocie z Raval (El gato del Raval), położonym właśnie w tej dzielnicy. Na co dzień raczej nawet nie przyszłoby nam do głowy, aby dosiąść akurat ten zwierzęcy gatunek, a tutaj jest to jak najbardziej możliwe. 😛

Idąc w kierunku barcelońskiego portu i morza, już z oddali widoczna jest kolejna atrakcja – pomnik Krzysztofa Kolumba (Monument a Colom). Najwyższa statua w Barcelonie, mierząca 60 metrów, upamiętnia powrót tego podróżnika ze słynnej wyprawy do Indii. To właśnie do tutejszego portu zawinął jego statek, a on sam złożył raport królewskiej parze odnośnie odkrycia nowego kontynentu.


Będąc już w rejonie portowym warto powiedzieć parę słów o nim samym. Jest trzecim pod względem wielkości w Hiszpanii, plasuje się również w czołówce Europy i basenu Morza Śródziemnego. Dodatkowo przystań przoduje na kontynencie w kwestii wycieczkowej, obsługując 3,6 miliona pasażerów rocznie. Znajduje się tu także kilka monumentalnych budynków portowych oraz galeria handlowa. Zdecydowanie fantastyczne miejsce w wodnej scenerii.

Tuż obok znajdziemy także kolejny przykład barcelońskiej oryginalności. A właściwie to dwa. Mam na myśli całkowicie nietypowe i niepowtarzalne rzeźby. Pierwszą z nich jest La cara de Barcelona, czyli w dosłownym tłumaczeniu „Twarz Barcelony”. Wykonana z okazji Igrzysk Olimpijskich 64-metrowa konstrukcja z betonu i ceramiki jest abstrakcyjną interpretacją kobiecej głowy. Druga to La Gamba (Krewetka), która pierwotnie została postawiona jako reklama restauracji. Bez względy na motyw, rzeźba wielkiego homara stanowi raczej intrygujący i specyficzny element miejskiego krajobrazu. Tak czy inaczej, w takim „towarzystwie” musi pojawić się uśmiech. 😉


Czas na pierwszą z barcelońskich budowli sakralnych. Kościół Santa Maria del Mar (Matki Bożej Morza) znajduje się w dzielnicy La Ribera, został wzniesiony w XIV wieku w stylu gotyckim. Zabytkowa architektura zewnętrzna bazyliki z bogato zdobionym portalem i wieżami sprawia pozytywne wrażenie. Wnętrze natomiast charakteryzuje się przede wszystkim ogromem i prostotą, nie znajdziemy w nim wielu ozdób czy złoceń, zachował się jedynie zespół witraży. Podsumowując, można go zobaczyć, jeśli jesteśmy gdzieś w okolicy, lecz zdecydowanie nie jest to punkt obowiązkowy.

Inauguracja muzealna tego dnia będzie wyjątkowo „słodka” i aromatyczna. Pora zaprezentować fantastyczne i niesamowite Muzeum Czekolady (Museu de la Xocolata). Czemu tak się nim zachwycam? Z wielu powodów. Już po przekroczeniu samego progu poczujemy cudowny kakaowy zapach. Dalej kupno biletu. Koszt 6€, ale od razu zaznaczam, iż zdecydowanie warto go ponieść (mimo że cena wzrosła, gdyż ja w 2015 roku zapłaciłem 5€, ewentualnie można ją obniżyć o 5% kupując tutaj). Jak się później okazuje, wejściówka nie jest typowym kawałkiem papieru, tylko małą tabliczką czekolady, którą musimy zeskanować, aby dostać się do muzealnej kolekcji (a zaraz po tym możemy ją po prostu zjeść 😛 ). Jeśli chodzi o samą ekspozycję – nieprawdopodobna! Nigdy bym nie podejrzewał, iż z tego popularnego przysmaku da się stworzyć takie cuda. Figury sławnych postaci, zarówno rzeczywistych, jak i bajkowych, słynnych budowli, zwierząt – cała masa przeróżnych form i kształtów z czekolady. Jeżeli nie byliście jeszcze w podobnym miejscu, na pewno nie wyjdziecie zawiedzeni. Zdecydowanie polecam! 🙂


Nie zwalniamy tempa. Kolejna niezwykła atrakcja – Parc de la Ciutadella. Jak go w skrócie scharakteryzować? Najpiękniejszy park w Barcelonie! Skąd taka opinia? Już przy wejściu pierwsza z pięknych budowli – siedziba Muzeum Zoologicznego mieszcząca się w Zamku Trzech Smoków (Castell dels Tres Dragons). Poza tym znajdziemy tu również chociażby Pałac Parlamentu Katalońskiego, Ogród Zoologiczny czy cudowne jezioro z egzotyczną roślinnością. Nie wspominam już o całej masie posągów oraz mniej znaczących, lecz wciąż zabytkowych i ciekawych budynków. Pomysłową pozycją parku jest bez wątpienia rzeźba ogromnego mamuta, a do jego trąby, na której można usiąść, ustawiają się długie kolejki. 😉 Na koniec zostawiłem prawdziwe cudo. Mowa o fontannie Cascada, składającej się z wodospadu, sztucznego akwenu wodnego i kilku kamiennych posążków. Centralnym jej punktem jest podobizna bogini Wenus na muszli, a całość zwieńczona jest kolejną mitologiczną postacią – pozłacanym wizerunkiem Aurory w rydwanie. Miejsce totalnie niesamowite i całkowicie zapierające dech w piersiach.


Jakby tego było mało, nieopodal, na promenadzie prowadzącej do wyżej opisanego parku, która położona jest po przeciwnej stronie ulicy, znajduje się niezwykle monumentalny i wyniosły Łuk Triumfalny (Arc de Triomf). Wybudowany został w 1888 roku z okazji odbywającego się wtedy w Barcelonie EXPO jako główna brama wejściowa na wystawę. Kolejna świetna budowla jeszcze bardziej podnosząca wartość turystyczną tego rejonu.

Po serii ekscytujących atrakcji, ponownie czas na chwilę spokoju i zadumy. Pora na siedzibę archidiecezji barcelońskiej, jeden z najznakomitszych przykładów architektury gotyckiej w Hiszpanii, czyli Katedrę Świętej Eulalii (Catedral de la Santa Creu i Santa Eulàlia). Już z oddali widać jej niezwykłą monumentalność, głównie dzięki neogotyckiej fasadzie z XIX wieku. Największe zaskoczenie oraz osłupienie sprawia jednak i tak wnętrze świątyni. Dlaczego? Otóż poza typowymi dla budowli sakralnych rzeźbami, portalami czy kaplicami, znajdziemy tu całkowicie niepowtarzalne krużganki. A właściwie położony w ich środku wirydarz, gdzie znajduje się staw z fontanną, rosną najprawdziwsze palmy i magnolie, a dodatkowo od niepamiętnych czasów żyją gęsi. Jest ich 13, gdyż tyle lat miała patronka kościoła, św. Eulalia, kiedy zginęła za swoją wiarę. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem podobnej sytuacji, więc całość zrobiła na mnie naprawdę imponujące wrażenie. Polecam wszystkim na własne oczy zobaczyć te bezprecedensowe miejsce. 🙂


Czas przedstawić słynne barcelońskie miejsce, w którym możemy zrobić przeróżne zakupy spożywcze. Nie mówię wcale o jakiejś galerii handlowej czy supermarkecie, a wielkim bazarze miejskim – La Boqueria. Znajdziemy tu naprawdę szeroki asortyment, od owoców morza i ryb, przez mięsa, wędliny, warzywa czy owoce, aż po przetwory, soki i przyprawy. Targowisko jest dużą atrakcją turystyczną, więc nawet jeśli nie planujecie kupować żadnych produktów, warto je odwiedzić i osobiście zobaczyć wielobarwne, egzotyczne towary oraz poczuć ich wspaniały aromat.

Następnym punktem programu był budynek mieszkalny. Pewnie zastanawiacie się, co może być interesującego w zwykłym domu. Zapewniam, że bardzo dużo, zwłaszcza w tych, do powstania których przyczynił się Antoni Gaudí. W fasadzie niezwykle bogato zdobionego Casa Batlló da się zauważyć elementy zwierzęce, jak między innymi balkony z kości (przypominające nieco czaszki) czy łuski na dachu. Do dekoracji ścian budynku wykorzystano także dość oryginalne materiały w formie różnokolorowych kawałków ceramiki i potłuczonych kafli. Nie bez powodu ten zachwycający i niepowtarzalny obiekt znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO. 🙂 Tuż obok położony jest również interesujący Casa Amatller. Gdyby zlokalizowany był w nieco innym miejscu, pewnie robiłby większe wrażenie, natomiast w sąsiedztwie dzieła Gaudíego po prostu „ginie w tłumie”.


Pozostając w tym samym klimacie chcę przedstawić kolejny z mieszkaniowych projektów wyżej wspomnianego awangardowego katalońskiego architekta. Casa Milà z powodu zrezygnowania przez artystę z prostej kreski przypomina nieco wzburzone fale. W oczy rzucają się także żelazne balkonowe balustrady i dach z interesującymi kominami. I mimo iż nie ujrzymy tu takiej palety barw jak w Casa Batlló, jest kolejnym popisem twórczym Gaudíego, wobec którego nie da się przejść obojętnie.

Jako że już się ściemniało, ostatnim punktem będzie obiekt, który właśnie wieczorem prezentuje się najlepiej. Mowa o Torre Agbar, biurowcu o wysokości 144 metrów (trzeci pod względem wielkości budynek w Barcelonie), inspirowanym położoną koło Barcelony górą Montserrat oraz tryskającym w górę gejzerem. Zbudowany jest on z betonu pokrytego szkłem, a w nocy całość podświetla 4000 świateł LED i dlatego dokładnie wtedy przychodzi najodpowiedniejsza pora na podziwianie konstrukcji. W okolicy zlokalizowany jest również znany miejski pchli targ – Mercat dels Encants, oblegany dość mocno nawet po zmroku.

I jak podoba się Barcelona do tej pory? Całkiem niezła, prawda? Zapewniam jednak, że to wciąż dopiero skromny kawałek tego, co stolica Katalonii ma do zaoferowania. Ale wszystko po kolei. Przejdźcie do następnej części, a gwarantuję, iż ponownie będziecie zaskoczeni i zadziwieni. 😉

<-Dzień 1: Barcelona cz.1                                                                                                                                                                                         Dzień 3: Barcelona cz.3->