Barcelona cz.3

Kolejny dzień w Hiszpanii. Tym razem ze względu na zdobywanie jednego z barcelońskich szczytów w planach objętościowo nieco mniej atrakcji, lecz ich jakość na pewno nie spadnie, a wręcz przeciwnie. Zachęcam do przeczytania tej części relacji i przekonania się samemu, co mam na myśli. 🙂

Rozpocząłem od krótkiej wizyty na Plaça de Sant Jaume, czyli centralnego punktu Starego Miasta. Zlokalizowane są w tym miejscu, położone na przeciwko siebie, barceloński ratusz oraz siedziba katalońskiego rządu – Palau de la Generalitat de Catalunya. Oba budynki raczej nie zachwycają i pewnie można byłoby je zupełnie pominąć, gdyby nie dwie sprawy. Przede wszystkim znajdują się w słynnej Dzielnicy Gotyckiej (Barri Gòtic), która w wielu rejonach zachowała swój średniowieczny, zabytkowy wygląd. Dodatkowo na samym placu „rozłożona” została w okresie świątecznym interesująca ekspozycja w formie trójwymiarowej historii.


W stolicy Katalonii dzień bez Gaudíego można niemalże zaliczyć do tych straconych. Pora na kolejne z jego fantastycznych dzieł. Najpierw Portal Miralles, czyli dla odmiany nie budynek, a brama z ogrodzeniem. I ponownie nasuwa się pytanie, czym może zadziwić kawałek muru? Otóż jak widać raz jeszcze, praktycznie wszystko, czego dotknął się ten świetny architekt, zamienił w prawdziwie niepowtarzalną i zachwycającą atrakcję.


Przechodzimy kawałek dalej i trafiamy na Pavellons Güell – kompleks budynków w dzielnicy Pedralbes. Szczerze mówiąc, nie trzeba zbytnio się rozpisywać, gdyż od razu widać i można obstawiać w ciemno, kto pełnił główną rolę w stworzeniu niecodziennej konstrukcji murów i bramy.


Zostawiamy na jakiś czas Gaudíego. Niedaleko, w położonym tuż obok parku, znajdziemy Palau Reial de Pedralbes. Jest to pałac, który w latach 1919-1931 był rezydencją hiszpańskiej rodziny królewskiej podczas jej wizyt w Barcelonie. Trzeba przyznać, iż obecna siedziba Muzeum Ceramiki, Muzeum Odzieży i Artykułów Tekstylnych oraz Muzeum Sztuki Dekoracyjnej nie prezentuje się jakoś wyjątkowo atrakcyjnie i raczej nie stracimy zbyt wiele, jeśli pominiemy tę budowlę planując swoją trasę po mieście.

Przeciwnie wygląda sytuacja z kolejnym miejscem, które wyszło zupełnie spontanicznie, gdyż wcale nie było zawarte w moich planach. Ujrzałem z oddali cudowną budowlę, coś w rodzaju zamku. Podchodząc bliżej zastanawiałem się, jakim sposobem taki obiekt umknął mojej uwadze podczas przygotowań do wyjazdu. Delektowałem się tym fantastycznym i zjawiskowym widokiem, nie mając żadnego pojęcia czym tak właściwie jest. Po powrocie do Polski musiałem więc się tego dowiedzieć. I co się okazało? Unikalne, jedyne w swoim rodzaju „zamkowe” koszary wojskowe! Po prostu szok. Panie i panowie, Caserna del Bruc! 🙂

Pora na zapowiadane wcześniej zdobywanie barcelońskiego szczytu. Celem oczywiście Tibidabo, czyli najwyższe wzniesienie w mieście (512 metrów nad poziomem morza). Już z bardzo daleka w oczy rzucają się dwa punkty, które będą priorytetami tej wspinaczki. 🙂

Wszystko po kolei. Zanim dotrzemy na samą górę, warto zwrócić uwagę na Torre de Collserola – najwyższą budowlę w Barcelonie. Jest to wieża radiowo-telewizyjna zaprojektowana na potrzeby Igrzysk Olimpijskich w 1992 roku, a jej wysokość wynosi 288 metrów. Natomiast na 152. metrze zbudowano futurystyczną platformę obserwacyjną, z której rozciąga się panorama stolicy Katalonii. Osobiście nie zachęcam do korzystania z tego rozwiązania, gdyż dochodząc na szczyt ujrzymy bardzo podobne widoki całkowicie za darmo. 😉

Po długim marszu w końcu doszedłem do celu i od razu zdałem sobie sprawę, iż cała wyprawa była zdecydowanie świetnym pomysłem. Zacznijmy od Temple Expiatori del Sagrat Cor (Kościół Najświętszego Serca Pana Jezusa), którego same umiejscowienie sprawia ogromne wrażenie. Świątynię można podzielić na dwie części – dolną romańską kamienną kryptę i górny neogotycki kościół. Fantastyczna i zabytkowa fasada tego drugiego ozdobiona jest rzeźbami dwunastu apostołów, nad którymi góruje z samego szczytu Jezus Chrystus.


Poza bazyliką, na górze funkcjonuje także jedno z najstarszych na świecie (z 1901 roku) wesołe miasteczko. Nie znajdziemy tam zbyt wielu nowoczesnych, innowacyjnych rollercoasterów, lecz chociażby klasyczny diabelski młyn zapewnia fenomenalne widoki na całą Barcelonę. I właśnie do tego zmierzam. Panorama rozciągająca się z tego miejsca jest chyba najlepszą w całej katalońskiej stolicy. Podsumowując, Tibidabo to miejsce niesamowicie interesujące, niepowtarzalne i obłędne, które bez żadnych wątpliwości trzeba zaliczyć do punktów obowiązkowych zwiedzania miasta.

W tym momencie chciałbym też zaprezentować kilka cudownych krajobrazów Barcelony, którymi można się delektować schodząc ze wzgórza Tibidabo. 😉


Jako że po zejściu z góry godzina nie była zbyt późna, a podczas wizyty w okolicy portowej nie odwiedziłem żadnej z barcelońskich plaż, postanowiłem jeszcze o jedną z nich zahaczyć. Padło na Barcelonetę, czyli najsłynniejszą i najpopularniejszą, położoną także najbliżej centrum. Wielki piaszczysty obszar, piękne morze, a dodatkową atrakcją jest z całą pewnością usytuowany tuż obok Port Olimpijski z nietypową metalową rzeźbą Pez Dorado (czyli po prostu Złotą Rybą).


Następna część relacji dobiega końca. Jak widzicie, mimo iż to już trzeci dzień, nie można narzekać na nudę i brak atrakcji. Zaraz pewnie niektórzy mi zarzucą, że taki fan sportu, a nawet nie wspomniał o Camp Nou. Inni zapytają, gdzie słynna Sagrada Familia. A ja odpowiem… spokojnie, wszystko co najlepsze zostawiam na koniec. 🙂 Także nie czekajcie ani chwili i czytajcie dalej. 😉

<-Dzień 2: Barcelona cz.2                                                                                                                                                                                         Dzień 4: Barcelona cz.4->