Islandia cz.4

Czwarty dzień zapowiadał się nieco spokojniej, nieco luźniej – „zaledwie” 250 kilometrów do przejechania, a znajdujące się na trasie atrakcje nie wymagały długich wędrówek. Znalazła się więc luka na odrobinę wypoczynku, lecz w żadnym wypadku nie mam tu na myśli leżenia w wynajętym domu, bo przecież nie po to się podróżuje. W Islandii nawet relaks można zaplanować w wyjątkowy sposób, ale o tym trochę później, prześledźmy wszystko po kolei. 😉

Tę część zaczynamy dla odmiany od… wodospadu. 😛 Tak, po raz kolejny na pierwszy ogień idzie tego typu dzieło natury, lecz po raz kolejny jest czym się zachwycać. 30 metrów szerokości oraz 12 wysokości, w połączeniu z licznymi kaskadami, którymi spływa woda, sprawie, iż Goðafoss odwiedza niemalże bez przerwy cała masa turystów. A swą nazwę, tłumaczoną jako „Wodospad bogów”, zawdzięcza ważnemu wydarzeniu z historii Islandii – przejściu z pogaństwa na chrześcijaństwo w 1000 roku. Otóż ówczesnym głosicielem praw (osobą mającą status przywódcy i będąca uprawnioną do podejmowania decyzji) był Thorgeir Ljosvetningagodi Thorkelsson. To on, po wielu sporach i braku porozumienia między dwoma grupami mieszkańców (konserwatywnymi poganami oraz zwolennikami Jezusa), zadecydował o przyjęciu chrześcijaństwa przez cały naród (choć sam był poganinem). Po powrocie do domu, w geście zerwania z dawnymi wierzeniami, wyrzucił wszystkie statuetki pogańskich bóstw właśnie w tutejsze wody. Jak więc widać, w tym przypadku nie liczy się jedynie efektowność i widowiskowość wodospadu (choć nie oszukujmy się, dla większości odwiedzających to wystarcza), a również istotność i znaczenie w dziejach islandzkiego narodu. 🙂

Okazuje się, że Islandia to również siedziba… świętego Mikołaja. 😛 Najlepszym tego dowodem będzie Jólagarðurinn, czyli otwarty przez cały rok świąteczny ogród. Jego centralnym punktem jest urokliwy, pięknie ozdobiony warsztat, gdzie słynny „dostarczyciel prezentów” wraz ze swoimi pomocnikami tworzy ogromną ilość później roznoszonych upominków. I mimo że odwiedziłem to miejsce na przełomie czerwca i lipca, to naprawdę, zwłaszcza wewnątrz czerwonego domku, dało się odczuć cudowną i przyjazną świąteczną atmosferę, a genialny wystrój i muzyka tylko potęgują pozytywne odczucia. Jasne, jest to trochę inny rodzaj atrakcji, stworzony przez człowieka, a nie naturę, lecz dziwię się, iż nie zdobył do tej pory większego uznania i rozgłosu (sam dowiedziałem się o nim niemalże w ostatniej chwili), bo moim zdaniem za nietypowy, oryginalny pomysł, a przede wszystkim świetne wykonanie na pewno na to zasługuje. A czym większa różnorodność wizytowanych miejsc, tym więcej przeżyć i wspomnień. 🙂


Opisywana wyżej atrakcja leży w niedalekiej odległości od Akureyri, czwartego pod względem liczby ludności miasta Islandii, jednak największego, wyłączając Höfuðborgarsvæðið, czyli region stołeczny. Stąd pochodzi około 30 procent islandzkiego przetwórstwa rybnego, tu znajduje się drugi (obok Uniwersytetu Islandzkiego z Reykjaviku) uniwersytet w kraju, największy browar, a nawet lotnisko. Napiszę krótko, będąc na północnej części wyspy, nie można ominąć tej miejscowości (zwłaszcza że przechodzi przez nią główna droga numer 1 😛 ). Ale naprawdę warto się tu na chwilę przytrzymać, gdyż skrywa kilka dość ciekawych punktów. Nie będę ich wszystkich wypisywał w oddzielnych akapitach, a żeby było odrobinę szybciej i konkretniej najciekawsze z nich umieszczam w poniższej fotogalerii. 😉


Pora na wspomniany we wstępie odpoczynek. W Islandii, jak zapewne wielu wie, mieści się wiele naturalnych gorących źródeł, które są dostępne wszystkim zainteresowanym. Traf chciał, że trafiłem chyba do jednego z najpiękniej usytuowanych, tuż przy rzece Svartá i efektownym wodospadzie Reykjafoss (no ok, żaden traf, po prostu wybrałem tę lokalizację 😛 ). Przy temperaturze wody sięgającej 44 stopnie relaks w Fosslaug (bo taką nosi nazwę) był całkowicie wyjątkowy, zwłaszcza iż tego dnia było dość chłodno i wietrznie. Co ciekawe, aby dotrzeć do niego z parkingu, trzeba przejść przez 4 znajdujące się po drodze bramki, mające zapobiec przed niechcianymi wędrówkami hodowanych tu zwierząt, pamiętając o zamknięciu ich za sobą (zgodnie z prośbą właściciela). Innymi słowy, spacerujemy po prywatnych polach, lecz na tej wyspie to dość powszechne i na szczęście nikt nie robi z tego tytułu żadnych problemów. 😉

I jeszcze kilka ujęć z niewielkiego (liczącego 600 mieszkańców) miasteczka Skagaströnd, gdzie miałem nocleg. Przede wszystkim port i góry, czyli raczej typowy, lecz wciąż piękny krajobraz islandzkich miejscowości. 😉


A na koniec, tradycyjnie, parę zdjęć z napotkanych w ciągu dnia ciekawych punktów, które również chciałbym wam zaprezentować. 😉


Po dwóch ostatnich dniach muszę stwierdzić, że północna Islandia jest zaprawdę wspaniała i każdemu odwiedzającemu tę wyspę bez wahania polecam wyprawę w te rejony. Fakt, żeby tu dotrzeć, trzeba przejechać sporą ilość kilometrów, lecz sami chyba przyznacie, że zdecydowanie warto. 😉 A już w następnej części wyprawa na zachód i zapierające dech w piersiach fiordy. 🙂

<-Islandia cz.3                                                                                                                                                                                                              Islandia cz.5->