Islandia cz.6

Ostatni dzień objazdowej części zwiedzania Islandii. Tego dnia do przejechania odrobinę ponad 500 kilometrów i pętelka zostanie praktycznie zamknięta. Na koniec zostały zachodnie rejony wyspy, choć bez wizyty na półwyspie Snæfellsnes. Co więc znalazło się tym razem w planach? O tym już za chwilę. 😉

Zważywszy na fakt, iż niecałe 10 kilometrów od naszego noclegu znajdowało się kolejne źródło termalne i mając w pamięci same pozytywne wspomnienia z poprzedniej gorącej kąpieli, postanowiliśmy rozpocząć ten dzień właśnie od niego. Co ciekawe, Pollurinn, bo taką nosi nazwę, okazał się nie być całkowicie „dzikim” obszarem i przywitał nas relatywnie solidnym zapleczem w formie przebieralni i pryszniców. W dodatku sama strefa wodna przypominała bardziej basen, aniżeli to, co spotkaliśmy wcześniej w Fosslaug. I choć niby już to znaliśmy i przerabialiśmy, to znów napotkaliśmy na element zaskoczenia – po krótkiej chwili od zanurzenia zaczął padać rzęsisty deszcz. Muszę przyznać, że upalna wręcz woda w połączeniu z zimnym wiatrem i ulewą to dość ciekawa i nietypowa kombinacja, która szybko nas rozbudziła. 🙂

Można też to uznać za dobry wstęp do następnej w kolejności tego dnia atrakcji, którym było Deildartunguhver. Dlaczego? Otóż wspomniane miejsce jest największym gorącym źródłem w całej Europie, a w każdej sekundzie wypływa z niego 180 litrów wody mającej około 100 stopni Celsjusza. Jak wszyscy wiedzą, przy tak wysokiej temperaturze woda paruje, więc w tej okolicy praktycznie na każdym kroku unoszą się ogromne kłęby dymu. I właśnie z tego powodu, z powodu wszechobecnej pary, trudno to całe zjawisko uwiecznić, sfotografować i jakoś wartościowo zaprezentować. Nie od dziś wiadomo, że to oczy robią najlepsze zdjęcia, a nasza głowa i mózg są najlepszą kartą pamięci. Tak czy inaczej, jeszcze jedno nietypowe, oryginalne i warte zobaczenia miejsce na turystycznej mapie Islandii. 😉


Czas na pożegnanie z islandzkimi wodospadami, a ostatni w tym zestawieniu jest Hraunfossar, który wyróżnia się tym, że składa się z ponad stu malutkich strumieni, spływających z pól lawowych wąwozowymi skałami aż do rzeki Hvítá. I właśnie z tego powodu, mimo że nie ma tu jakiegoś wielkiego przepływu wody czy ogromnych kaskad, przyciąga do siebie spore ilości turystów, a podobno nawet samych Islandczyków. Na pozytywny odbiór z całą pewnością wpływ mają też świetnie przystosowane alejki i liczne punkty widokowe. Kilkaset metrów obok znajduje się jeszcze drugi wodospad, Barnafoss, co tłumaczy się jako „Wodospad dzieci”. Nazwa ta wzięła się od mającego tu miejsce w dawnych czasach wypadku, lecz w ogóle nie będziemy się skupiać na takich sprawach. Uwagę skoncentrujmy lepiej na kolejnym przykładzie cudownej natury. 😉


Coraz bliżej Reykjavíku, gdzie zaplanowany mamy ostatni nocleg, lecz po drodze jeszcze krótki przystanek w Fossatún. Co tam znajdziemy? Tröllagarðurinn, czyli Park Trolli. Legendy o tych przypominających wyglądem człowieka stworów, w które wierzy sporo mieszkańców Islandii, są tu niemalże na wyciągnięcie ręki. Poza kilkoma niezbyt czarującymi rzeźbami i różnymi grami dla najmłodszych, spacer „trollowymi” ścieżkami urozmaicają interesujące opowieści, z których można dowiedzieć się nieco więcej o ich charakterze, zachowaniach i sposobie życia. Czy są one prawdziwe (a przynajmniej jakaś ich część)? Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Ja mogę jedynie zapewnić, że to następny niebanalny i interesujący punkt, a w dodatku usytuowany (relatywnie) blisko stolicy. 😉


Ostatni dzień objazdowy, a więc jeszcze ostatnie zdjęcia z napotkanych po drodze ciekawych widoków. Tym razem jedynie 2, lecz na pewno warto też na nie rzucić okiem. 😉

Zastanawialiśmy się jeszcze nad przejażdżką do doliny Þingvellir, ważnym miejscu w historii Islandii, gdzie w 930 roku po raz pierwszy zebrał się parlament tego kraju, Althing. Ponadto stykają się tam dwie płyty tektoniczne – eurazjatycka i północnoamerykańska. Ostatecznie jednak, po niezbyt przekonujących relacjach oraz zdjęciach w internecie i z racji na spore zmęczenie minionymi dniami i pokonanymi już kilometrami, postanowiliśmy odpuścić. Więc to wszystko, jeśli chodzi o objazd „kraju lodu”. Na sam koniec pozostała jedynie stolica i jej największe atrakcje. Jakie? To już w następnej części. 😉

<-Islandia cz.5                                                                                                                                                                                                              Islandia cz.7->