Islandia cz.7

W siódmej, ostatniej części wyprawy po Islandii, skupimy się głównie na stolicy kraju, Reykjavíku. Nie jest on rzecz jasna tak duży, żeby poświęcić mu cały dzień, dlatego w planie, skoro i tak trzeba dojechać na lotnisko, także portowa część Keflavíku. Co więc miejsca te mają do zaoferowania? Czy są równie fantastyczne jak pozostałe regiony wyspy? Zapraszam do lektury. 😉

Już z samego rana czekała na nas niespodzianka, niestety z rodzaju tych niezbyt przyjemnych. Po pobudce i śniadaniu szykowaliśmy się do opuszczenia mieszkania – jakie było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że jedna z opon nie ma powietrza. Prawdopodobnie pod koniec poprzedniego dnia „złapaliśmy” małą dziurę, udało nam się dojechać na nocleg, lecz po nocy samochód po prostu nie nadawał się do jazdy. Jak pisałem w jednej z poprzednich części, straciliśmy już zapasówkę, więc nie było opcji zwykłej wymiany. Zatem telefon, oczekiwanie, laweta i transport do warsztatu. Na szczęście wszystko przebiegło dość sprawnie i nie straciliśmy na to całej doby, zostało wystarczająco dużo czasu, aby zrealizować w pełni wszystkie plany. To po prostu dowód na to, iż wybierając się na Islandię naprawdę warto zainwestować w ubezpieczenie, aby być przygotowanym na takie wypadki.

Po lekkim opóźnieniu zaczynamy zwiedzanie, a na pierwszy ogień idzie kościół Hallgrímskirkja, który stał niemalże symbolem miasta. Rozpoznawalny praktycznie przez wszystkich i widoczny z oddali, uważany jest za jedną z głównych atrakcji w mieście. Z 74 metrami wysokości zajmuje drugie miejsce wśród najwyższych budynków w kraju. Okazuje się, że inspiracją, której świątynia zawdzięcza swój wygląd, był opisywany już wcześniej wodospad Svartifoss, a właściwie otaczające go bazaltowe kolumny. Trzeba przyznać, iż konstrukcja należy do tych nietypowych i oryginalnych, lecz czy także do efektownych i imponujących? Mnie osobiście do końca nie przekonała.


Tuż obok znajduje się Muzeum Einara Jónssona, pierwszego islandzkiego rzeźbiarza. Ja chcę się skupić na położonym za budynkiem ogrodzie, gdzie można obejrzeć całkowicie za darmo jego 26 odlanych z brązu prac. Są tu dzieła mniejsze i większe, niektóre nieszablonowe i dziwne, inne nieco kontrowersyjne, wszystkie jednak uznałbym za dość ciekawe. Nie jest to zapewne coś, co zapamiętamy do końca życia, ale skoro to miejsce usytuowane jest zaledwie kilka metrów od opisanego wyżej obiektu sakralnego, który i tak, nie oszukujmy się, odwiedzi każdy, czemu nie pospacerować i nie spędzić odrobiny czasu w fajnym otoczeniu?


Drugim z wartych uwagi kościołów w Reykjavíku jest Bazylika katedralna Chrystusa Króla (Landakotskirkja). Obiekt ten, będący siedzibą biskupów, to najważniejsza świątynia katolicka w kraju. Neogotycka budowla odróżnia się od innych tego typu konstrukcji przede wszystkim zwieńczeniem wieży, które jest całkowicie płaskie, ozdobione jedynie małymi iglicami. Tuż obok, co warto odnotować, znajduje się założona w 1896 roku jedyna islandzka szkoła katolicka.


Czas na najnowocześniejszą, a zarazem najbardziej spektakularną konstrukcję Islandii. Otwarta w 2011 roku Harpa, bo o niej mowa, służy jako sala koncertowa oraz centrum konferencyjne. Usytuowana przy porcie, zdecydowanie wyróżnia się na tle niemalże jednolitego architektonicznie stylu tutejszych budowli, a podczas tworzenia jej fantastycznej, szklanej fasady ponownie inspiracją były charakterystyczne dla islandzkiego krajobrazu bazaltowe kolumny. To pierwsze (i chyba jedyne) miejsce w stolicy, które potrafi naprawdę zadziwić i zatrzymać turystów na nieco dłużej (tak było przynajmniej w moim przypadku). 😉

Jedna z najpopularniejszych rzeźb w Reykjavíku to z całą pewnością „Sólfar” („The Sun Voyager”). Wielu uważa, że to statek wikingów, co jest kompletną bzdurą, gdyż w rzeczywistości symbolizuje obietnicę nieodkrytego terytorium, nadzieję, postęp oraz wolność i bardziej pasowałoby do niej określenie w rodzaju „łódź snów”. Jednak czego by nie reprezentowała i jaki nie byłby zamysł autora, kompletnie nie rozumiem jej popularności. W moim odczuciu to całkowity ewenement, bo tak naprawdę niczym się nie wyróżnia, a kolejki do zdjęcia ustawiają się przy niej dość spore. Może wy mi wyjaśnicie, co ma w sobie tak wyjątkowego? 😉

Będąc w islandzkiej stolicy warto natomiast niewątpliwie wybrać się na główną ulicę komercyjną – Laugavegur. Byłem dość mocno zaskoczony, w tym wypadku pozytywnie, że w mieście tego typu aż tak rozwinięty jest street art. Kolorowe budynki, murale, rysunki na ulicach doprawdy potrafią przyciągnąć wzrok. Świetny przykład, jak z raczej zwykłego deptaku zrobić coś naprawdę ciekawego, a widząc tak barwne otoczenie człowiek automatycznie się uśmiecha. 🙂


Ostatnim punktem Reykjavíku, oddalonym nieco od wszystkich poprzednich, będzie Perlan. Niegdyś były to jedynie zbiorniki pobierające wodę wprost z gorących źródeł i zaopatrujące nią miasto. Obecnie przykryte są ogromną szklaną kopułą, dzięki czemu już z zewnątrz kompleks prezentuje się dość okazale. Ponadto całość przekształcona została w muzeum i mieści wystawy poświęcone cudom Islandii, a na szczycie otwarto także restaurację z tarasem widokowym. Według mnie był to genialny pomysł i znakomite rozwiązanie, dowód, że mając odpowiednią wizję można praktycznie z niczego stworzyć atrakcję przyciągającą tłumy turystów. 🙂

I to już wszystkie główne atrakcje stolicy Islandii. Zanim jednak przejdziemy do krótkiego podsumowania, tradycyjnie kilka zdjęć, które nie znalazły swego miejsca w recenzji. Tym razem będą to przede wszystkim pomniki oraz murale, gdyż jak już wspomniałem, sztuka uliczna rozwinięta jest tu wyjątkowo mocno. 😉


Powiedzmy sobie szczerze, Reykjavík nie zalicza się do najpiękniejszych miast w Europie. W porównaniu z tymi najbardziej atrakcyjnymi odpada w przedbiegach i zostaje daleko w tyle. Wiadomo, że Islandia to małe państwo i takie zestawienia są nie do końca sprawiedliwe, lecz oceniam to, co zobaczyłem. Nie namawiam oczywiście do tego, żeby odwiedzając „kraj lodu” rezygnować ze zwiedzania stolicy, lecz mam dwie związane z tym rady. Po pierwsze, nie przeznaczajmy na to całego dnia, gdyż miejscowość tę można obejść w kilka godzin i nie wiadomo zbytnio co zrobić z pozostałym czasem (no chyba że lubicie oglądać kilkukrotnie to samo lub po prostu bezczynnie siedzieć 😛 ). Po drugie, jeśli macie wybór, zaplanujcie wizytę w Reykjavíku na początek wycieczki, a dopiero później jedźcie w dalsze części wyspy, bo po zobaczeniu wszystkich przepięknych i zapierających dech w piersiach islandzkich scenerii miasto stołeczne nie jest w stanie zaskoczyć praktycznie niczym.

Tak jak już zapowiadałem, przed powrotem na lotnisko jeszcze krótki przystanek w dzielnicy portowej Keflavíku, gdzie głównym celem była „zamieszkana” jaskinia trolla. Brzmi ciekawie, tajemniczo? Nie będę tego wyjaśniał słowami – poniższe zdjęcia zrobią to dużo lepiej. 😉


I w ten sposób fascynująca wyprawa po Islandii dobiegła końca. Pozostało jedynie dotrzeć na lotnisko, zwrócić auto i czekać na lot powrotny do Polski. A o moich ostatecznych wrażeniach, kosztorysie i pozostałych wnioskach możecie przeczytać w końcowym podsumowaniu z wyjazdu. 😉

<-Islandia cz.6                                                                                                                                                                                                              Podsumowanie->