Islandia – kraina tysiąca planet – podsumowanie

Chyba nie trzeba przekonywać, że Islandia jest przepięknym, fantastycznym, wspaniałym i niepowtarzalnym miejscem. Nie znam nikogo, kto tam był i uważałby inaczej, w internecie również nie sposób doszukać się żadnych negatywnych opinii na jej temat. Cudowne wodospady, wąwozy, obszary geotermalne, niesamowite, kosmiczne wręcz, zmieniające się co kilka kilometrów krajobrazy, dające wrażenie podróżowania po różnych planetach – można tak wypisywać bez końca. Zapewniam jednak, iż żadne słowa, a nawet zdjęcia, nie oddadzą w pełni widoków i niezapomnianych doznań, jakich tam doświadczymy. Krążą przekonania, że kto zobaczył Islandię, ten zobaczył wszystko, co świat ma do zaoferowania. I trudno mi się z tym nie zgodzić. W podsumowaniach swoich relacji, zawsze przyznaję noty (od 1 do 10) odwiedzanym przeze mnie miastom. Jeśli miałbym ocenić „kraj lodu”, przyznałbym jej 9,5. Czemu nie 10? Zostawiam sobie tę niewielką furtkę w nadziei, że jednak gdzieś jest miejsce, które będzie w stanie zaskoczyć i zadziwić mnie jeszcze bardziej. 😉

Zazwyczaj zamieszczam też swój subiektywny ranking 5 największych atrakcji. Spróbujmy zrobić to i tym razem, wybierając z całej Islandii. Nie jest to prosta selekcja, lecz po głębszym namyśle moje top 5 przedstawia się następująco:
1. Obszar geotermalny Hverir – miejsce po prostu z innej planety
2. Látrabjarg – maskonury na wyciągnięcie ręki, foki i przepiękne krajobrazy
3. Seljalandsfoss (razem z Gljúfrabúi) – wodospad, który można obejść od tyłu, oraz drugi, „ukryty” w jaskini
4. Jökulsárlón – trwająca do dziś epoka lodowcowa
5. Gullfoss – jako przedstawiciel wszystkich pozostałych fantastycznych islandzkich wodospadów

Nie da się ukryć, iż była to najbardziej skomplikowana organizacyjnie wyprawa w mojej dotychczasowej „karierze”, a ze względu na jej charakter ciężko całkowicie zaliczyć ją do tych oszczędnych. Można by było oczywiście zrezygnować z noclegów i spać „na dziko”, lecz tym razem się na to (z różnych względów) nie zdecydowałem. Poniżej zamieszczam szczegółowy kosztorys z wyjazdu, bo mimo że nie należał on do tych najtańszych, to wielkiego majątku (jak na ten kierunek) też nie wydałem. Jako że podróżowaliśmy w trójkę, w niektórych przypadkach wydatek będzie dzielony.
Loty:
Warszawa-Keflavík – 0zł (dzięki karcie Raiffeisen Polbank Wizz Air, cena faktyczna 175,8zł za 3 bilety)
Keflavík-Warszawa – 0zł (dzięki karcie Raiffeisen Polbank Wizz Air, cena faktyczna 751,8zł za 3 bilety)
Noclegi:
Łącznie 7 noclegów za 3307,34zł (po przewalutowaniu) / 3 = 1102,45zł (czyli średnio 157,49zł za noc)
Samochód:
Wypożyczenie – 1276,67zł (7 dni, z ubezpieczeniem) / 3 = 425,56zł
Paliwo – 1401,42zł (po przewalutowaniu) / 3 = 467,14zł

Suma: 1995,15zł

7 dni na Islandii, z wypożyczeniem auta i ponad 2500 przejechanymi kilometrami, z masą niezapomnianych przeżyć i zapierających dech w piersiach atrakcji za niecałe 2000zł. Jasne, nie był to niskobudżetowy wyjazd, lecz biorąc pod uwagę kierunek, uważam, że wcale nie było aż tak drogo. Genialne widoki oraz kapitalne wrażenia są z całą pewnością warte zdecydowanie więcej! 🙂

<-Islandia cz.7                                                                                                                                        <<-Islandia – kraina tysiąca planet