Park BELANTIS

Pora na trzeci rozdział lipskich wojaży, czyli największy park rozrywki wschodnich rejonów Niemiec – BELANTIS. Dzień w otwartym w 2003 roku kompleksie, zajmującym 27 hektarów powierzchni i obejmującym ponad 70 atrakcji zapowiadał się naprawdę przednio, lecz czy rzeczywiście tak było? Całość podzielona jest na 8 krain tematycznych i za chwilę prześledzimy wszystkie z nich, jedna po drugiej. Nie traćmy więc czasu i przejdźmy do konkretów. 😉

Pierwszy etap nosi nazwę „Zamek Belantis” i mieści się tuż po przeciwnej stronie bramy wejściowej, którą widać na zamieszczonym powyżej zdjęciu. To tu, na Placu Zamkowym, odwiedzający z już zakupionym biletem czekają na otwarcie wrót prowadzących do głównej części. Okres ten można spędzić na przykład popijając kawę w kawiarni, rozglądając się za pamiątkami w sklepiku lub obserwując przechadzającą się wśród przybyłych parkową maskotkę – misia Buddela. Ja osobiście proponuję jednak ustawić się w kolejce, aby możliwie jak najszybciej zacząć zabawę. 🙂


Drugi świat będzie wyprawą do starożytnego Egiptu. W „Tal der Pharaonen”, czyli „Dolinie faraonów” od razu w oczy rzuca się najwyższa piramida w Europie, w której „kryje się” Fluch des Pharao (Klątwa faraona) – fantastyczna przejażdżka wodna. Mimo dość sporego czasu oczekiwania, jaki trzeba poświęcić na skorzystanie z tej atrakcji, zdecydowanie opłaca się to uczynić. Ale należy wziąć pod uwagę fakt, że suchymi z niej nie wyjdziemy. 😛 A poza tym w okolicy znajdziemy także wiele nawiązujących w pewnym stopniu do antyku rysunków przypominających hieroglify oraz rzeźbę sfinksa w odrobinę zmienionej wersji. 🙂


Po Egipcie kolej na Grecję, a konkretnie „Strand der Götter” („Plażę bogów”). Tu mieści się kilka przejażdżek, w których naprawdę warto wziąć udział. Zacznijmy od Götterflug (Lot boga), a więc atrakcji typu Sky Roller, gdzie to uczestnik, za pomocą skrzydeł kontrolnych, może zadecydować kiedy i jak chce się obracać. Ciężko precyzyjnie opisać przebieg słowami, lecz wrażenia są doprawdy niesamowite. 🙂 Oprócz tego na uwagę zasługuje Fahrt des Odysseus (Rejs Odyseusza). To kompletnie inna forma rozrywki, zupełnie spokojna i relaksująca. Jak można się domyślić, całość polega na wyprawie łodzią, podczas której napotkamy różne elementy związane właśnie z mitologicznym królem Itaki i jego przygodami. I tak ujrzymy chociażby konia trojańskiego, Posejdona, wyspę syren czy cyklopa. Krótko mówiąc, fajne miejsce na chwilowy odpoczynek w interesującej scenerii. 😉


Następny przystanek – „Land der Grafen”, co po polsku oznacza „Krainę hrabiów”. Muszę jednak szczerze przyznać, iż w tej strefie nie uświadczymy zbyt wielu ciekawostek czy zapierających dech w piersiach atrakcji. Jedynym punktem godnym odnotowania jest centralny plac krainy, a właściwie ogólna zabudowa architektoniczna. Nie żeby była jakimś niesamowitym i mocno przyciągającym magnesem, ale jeśli miałbym coś wyróżnić, to skupiłbym się dokładnie na tym elemencie.

Byli hrabiowie, to teraz stan społeczny obejmujący grupę wojującą, czyli rycerzy. Tych znajdziemy, co łatwo przewidzieć, na „Wyspie rycerzy” („Insel der Ritter”). A gdzie rycerz, tam zamek, a niekiedy też nawet smok. I właśnie Drachenritt, a więc Przejażdżka smoka, rodzinna kolejka górska, podczas której wjeżdżamy wprost w paszczę tego mitycznego stworzenia, jest najciekawszym urozmaiceniem tego świata tematycznego. Poza tym w oczy rzuca się z daleka wspomniana już warownia, stanowiąca wręcz idealne tło na barwną sesję fotograficzną w średniowiecznych klimatach. 😛


Pora cofnąć się w czasie jeszcze bardziej, bo docieramy do „Prärie der Indianer”, a zatem na indiańską prerię. Tu, prócz typowej wioski Apaczów z licznymi tipi i kolorowym totemem, za główną atrakcję należy chyba uznać kanu, a właściwie możliwość podróży tą tradycyjną indiańską łodzią wiosłową. I w sumie to tyle, gdyż strefa ta do najrozleglejszych na pewno się nie zalicza. 😉

Zbliżamy się ku końcowi, a przedostatnia kraina tematyczna nosi nazwę „Küste der Entdecker”, co w polskim tłumaczeniu znaczy „Wybrzeże odkrywców”. W tym przypadku nie da się ze stuprocentową pewnością przewidzieć, czym charakteryzuje się ta strefa, lecz jeśli powiem, że główną rolę odgrywają statki i piraci, wszystko staje się jasne, wszakże ta grupa często wypływała na nieznane wody i eksplorowała nieodkryte wcześniej tereny. W Parku BELANTIS obszar ten zajmuje niemalże centralne miejsce i jest jakby wyspą pośrodku morza. I może nie znajdziemy w okolicy wielu przyspieszających bicie serca atrakcji, ale obok osadzonego na brzegu okrętu, który można dokładnie „zbadać” od środka, nie powinno się przechodzić obojętnie. 😉


Finałem przeglądu parkowych światów będzie „Reich der Sonnentempel” („Świątynia Imperium Słońca”), choć niewykluczone, iż powinienem od niej zacząć, bo właśnie tu znajduje się bezapelacyjnie największa atrakcja. Mowa o Huracanie, czyli zapierającej dech w piersiach stalowej kolejce górskiej. I to nie byle jakiej – trzeba szczerze przyznać, że w porównaniu z nią opisywane dotychczas przejażdżki były ledwie małą rozgrzewką. 5 inwersji, pionowe wzniesienie, które spada pod kątem 97 stopni, oraz prędkość 85 kilometrów na godzinę nie pozwolą nudzić się nawet przez ułamek sekundy. Jeżeli jesteście fanami rollercoasterów i adrenaliny, z całą pewnością nie poprzestaniecie na jednej próbie. A kiedy już z tych emocji i przeżyć puls podskoczy zbyt wysoko, mamy możliwość odpoczynku na leżącej nieopodal plaży o nazwie Playa del Maya. 😉


I jeszcze krótkie video z Huracanem w roli głównej. 🙂

A więc wszystkie krainy tematyczne za nami, pora na kilka słów podsumowania. Na początek informacje praktyczne i to, co chyba najważniejsze, czyli cena. Są tak naprawdę 2 opcje: przez internet na oficjalnej stronie parku za 31,9€ lub bezpośrednio w kasie za 34,9€ (tak było przynajmniej w sezonie 2018). Przy drugim z rozwiązań kwotę można obniżyć dodatkowo za pomocą 15-procentowego kuponu rabatowego oferowanego przez niemiecki sklep Otto (ten już nieważny, ale niewykluczone, iż w nowym roku pojawi się ponownie), z czego właśnie ja osobiście skorzystałem, płacąc finalnie 29,67€. Czy opłata ta jest adekwatna do ilości, a zwłaszcza jakości tutejszych atrakcji? Z tym bym nieco polemizował. W moim odczuciu BELANTIS za bardzo nastawia się na najmłodszych, co najdobitniej widać w serwowanych odwiedzającym specjalnych pokazach (w znacznej większości skierowane są do dzieci, dlatego nawet o nich nie wspomniałem 😛 ). Oczywiście co dla mnie lekkim (a może i sporym) zarzutem, niektórym, przyjeżdżającym całymi rodzinami, będzie zapewne dużym atutem. Jak często bywa, wszystko zależy od punktu widzenia i priorytetów. Nie twierdzę rzecz jasna, że w lipskim parku nie bawiłem się dobrze, że jest nudny czy niewarty wizyty, lecz bądźmy szczerzy – 30€ piechotą nie chodzi, a za te pieniądze bez problemu znajdziemy inne, jeszcze ciekawsze tego typu miejsce, gdyż w Niemczech (nie mówiąc o Europie) takowych nie brakuje. 🙂

<-Cz. 2: Zoo w Lipsku                                                                                                  <<-Lipsk – potrójna wizyta w zabytkowo-zwierzęco-rozrywkowym mieście ?