Rowerem dookoła Bałyku – 20 „naj” z podróży

Pora na pierwsze subiektywne zestawienie dotyczące zakończonej niedawno rowerowej wyprawy dookoła Bałtyku. Oto 20 „naj” z podróży, czyli wszystko co było najpiękniejsze, najlepsze, najciekawsze, ale także najgorsze podczas tych 108 dni, zarówno jeśli chodzi o atrakcje, noclegi, jak i spotkania. Nie przedłużając więc dłużej, przejdźmy od razu do konkretów. 😉

Najpiękniejszy kraj: Norwegia

Tu nie ma żadnych wątpliwości. Niemalże od momentu przekroczenia granicy fińsko-norweskiej krajobraz uległ całkowitej zmianie. Góry, doliny, wąwozy, rzeki, wodospady – dosłownie w każdym fragmencie znajdzie się coś, co przykuwa wzrok. W Norwegii po prostu nie sposób się nudzić. 👍

Najgorszy kraj: Niemcy

Mam tu na myśli najgorszy kraj dla naszego stylu rowerowego podróżowania. Dlaczego więc Niemcy? Przede wszystkim bardzo często są tam płatne toalety, zarówno na stacjach benzynowych, jak i w galeriach handlowych. My przeważnie właśnie z takich miejsc pobieraliśmy wodę do picia i gotowania, więc w kraju naszych zachodnich sąsiadów było to znacznie utrudnione. Druga sprawa to infrastruktura rowerowa (międzymiastowa), a właściwie jej brak. Na wiele ulic nie można wjechać rowerem (i oczywiście nie mowa tylko o autostradach), a drogi boczne prowadzą przez las, po kamieniach lub betonowych płytach, na których rower z sakwami bez przerwy podskakuje jakby miał ADHD, nie mówiąc już o przeciążeniach, jakie wówczas na niego oddziałują. Zresztą jazda w takich warunkach przypomina bardziej jazdę na galopującym koniu niż na rowerze. 😀 I na koniec trzecia sprawa – Covid. W Niemczech jego obecność była widoczna aż nadto. Wchodzisz do jakiegoś muzeum – maseczka, do kościoła – maseczka, do sklepu – maseczka, a większość ludzi nosiła je nawet w otwartych przestrzeniach. Niestety ich zachowania były na tyle dziwne i pozbawione logiki, że śmiem twierdzić, iż wirus zaatakował tam w pierwszej kolejności korę mózgową. To opowieść na inną historię, ale napiszę tylko, że było to dla mnie sporym zaskoczeniem, gdyż w kraju naszych zachodnich sąsiadów mieszkałem półtora roku i nigdy czegoś takiego nie zauważyłem.

W Niemczech trzeba zachować szczególną czujność, bo nigdy nie wiadomo, kiedy na drodze może pojawić się... czołg 😄

Najlepszy kraj do jazdy rowerem: Dania

To po prostu zupełnie inny rowerowy świat. W Danii rowerzysta traktowany jest na równi z kierowcami samochodów, a może i nawet jeszcze lepiej. Wystarczy powiedzieć, że zazwyczaj występuje tam ruch jednokierunkowy, czyli że ścieżka rowerowa jest po obu stronach jezdni i w zależności od kierunku, w którym jedziemy, trzeba wybrać odpowiedni pas. Wiąże się to też z utrudnieniami, gdyż nie można po prostu zawrócić (na przykład kiedy pomyli się skręt), bo wtedy jechałoby się pod prąd, ale przecież nie ma praw bez obowiązków. I co najważniejsze, świetna infrastruktura rowerowa nie występuje jedynie w dużych metropoliach, a również na zwykłych drogach łączących miasta. Po prostu rowerowy kosmos. 😮

Jak widać, w Danii jazdy rowerem uczy się od małego 😃

Najpiękniejsze miasto: Sztokholm

Wahałem się odrobinę między Sztokholmem a Kopenhagą, jednak ostatecznie wybieram stolicę Szwecji – miejscowość leżącą na 14 wyspach połączonych 53 mostami, z cudownym Starym Miastem, wieloma pałacami i niezliczoną ilością innych atrakcji. Po 3-dniowej wizycie całkowicie się nią zachwyciłem i mogę opowiadać o nim tylko i wyłącznie w superlatywach. Mało tego, uważam, że jest to zdecydowanie zbyt niedoceniane miasto, zazwyczaj pomijane w różnych rankingach – w moim plasuje się teraz w ścisłej europejskiej czołówce. 👌

Najbrzydsze miasto: Oslo

Nie mówię oczywiście o całym mieście, które jest stosunkowo ładne, lecz o niektórych z tutejszych dzielnic. Może to tylko przypadek, ale jedynie w Oslo trafiliśmy na ulice przepełnione brudem, smrodem, z dużą ilością pijaków i ćpunów. Być może w innych miastach również znajdują się gorsze rejony, tego nie wiem, bo nigdy nie szukamy takich miejsc. Natomiast w norweskiej stolicy rzuciło się to nam w oczy mimochodem. Lub mimojazdą. 😀

W Oslo spotkaliśmy wielu Polaków, włącznie z Krzyśkiem Krawczykiem na muralu 😂

Najbardziej niesamowite miejsce: Norwegia

Nie jestem w stanie wybrać tego jednego najcudowniejszego miejsca z całej podróży, na pewno jednak było to któreś z Norwegii. Z jednej strony Lofoty – przepiękny archipelag z mnóstwem wysp i wysepek połączonych mostami lub tunelami oferujący prawdziwie niezapomniane widoki. Z drugiej strony norweskie fiordy (chociażby Geirangerfjord czy Aurlandsfjord), które oprócz zapierających dech w piersiach scenerii obfitują też w niesamowite, robiące ogromne wrażenie wodospady. Może będę się powtarzał, ale Norwegia jest po prostu tak cudowna, że nie potrafię wybrać jej jednej największej atrakcji.

Najbardziej nietypowa atrakcja: cmentarzysko samochodów (Båstnäs, Szwecja)

Czy atrakcją może być miejsce opuszczone i całkowicie zaniedbane? Jak najbardziej. 🙂 Powiem nawet więcej, w tym przypadku to właśnie ten czynnik decyduje o jego wyjątkowości. Båstnäs Car Cemetery to obszar, na którym „spoczywa” niezliczona ilość starych samochodów. Nie podejrzewałem, że wędrówka wśród zepsutych, rozpadających się aut może być aż tak wciągająca, tym bardziej że nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem motoryzacji. Podsumowując, nadspodziewanie ciekawe miejsce, które zdecydowanie warto zobaczyć na własne oczy. 🙂

Największe odkrycie: Karl’s Adventure Village (Rövershagen, Niemcy)

Mam tu na myśli atrakcję, o której istnieniu nie miałem pojęcia, a która najbardziej mnie zachwyciła. Karl’s Adventure Village to prawdziwe truskawkowe królestwo. Długo można by było o nim opowiadać, ale tak w skrócie – to park rozrywki oraz fabryka produktów właśnie z truskawkami w roli głównej. Brzmi dość banalnie, ale uwierzcie mi, nie da się opuścić tego miejsca bez szerokiego uśmiechu na ustach. 😀

Największe wyzwanie: Droga Trolli (Norwegia)

Nie w kontekście najtrudniejszego podjazdu, bo było kilka cięższych, ale mojego nastawienia względem niej. Już przed rozpoczęciem podróży czytałem sporo o tej niezwykle widowiskowej drodze i wjazd na jej szczyt był jednym z moich głównych celów tej wyprawy. To przecież nie jest pierwsza lepsza bezimienna ulica, to przecież słynna „Droga Trolli”, nie prowadzi ona do żadnej atrakcji, jest ona atrakcją sama w sobie, co zresztą było widać po liczbie poruszających się nią pojazdów. A propos wyzwania, to właśnie tam inni ludzie w swoich samochodach dopingowali nas i robili zdjęcia, jak na jakichś zawodach kolarskich. A najważniejsze, że cel udało się zrealizować. 🙂

Najpiękniejszy zachód słońca: Saulkrasti (Łotwa)

Nie było sytuacji, w której zostawaliśmy w jakimś konkretnym miejscu, aby ów zachód słońca podziwiać, ale często nocując w namiocie widzieliśmy go wielokrotnie po prostu przy okazji. I najbardziej w pamięć zapadł jeden z pierwszych, jeszcze na Łotwie, z widokiem na Morze Bałtyckie, a konkretnie Zatokę Ryską. 😍

Najlepszy nocleg: Åndalsnes (Norwegia)

Piękna plaża z cudownymi widokami. Równa trawa na rozstawienie namiotu. Wiele palenisk, a więc możliwość przygotowania posiłków. Ławki i stoliki. Obok toaleta, a w środku niej gniazdka elektryczne, także z prądem również nie było problemów. Mało? To jeszcze prysznic z ciepłą wodą. A wszystko to w miasteczku z ciekawymi atrakcjami, w którym początek ma kilka szlaków górskich i gdzie są tanie sklepy spożywcze. Naprawdę można by było nocować tam przez długi czas i to w bardzo komfortowych warunkach. Miejsce jak na najlepszym polu campingowym, a całkowicie darmowe.

Najciekawszy nocleg: Orajärvi (Finlandia)

Nie chodzi w tym miejscu o samą miejscowość, a o obiekt, w którym nocowaliśmy. Mam tu na myśli tzw. kotę, czyli zamykany domek o konstrukcji namiotu, tworzony na wzór używanych do celów gospodarczych tradycyjnych lapońskich szałasów. W środku niej było palenisko, nieopodal przygotowane drewno na opał, także było to dla nas miejsce wręcz idealne po jednym z deszczowych dni. Nocleg w kocie był naprawdę ciekawym przeżyciem, uznałbym to nawet za atrakcję samą w sobie, którą można dopisać do listy rzeczy do zrobienia podczas wizyty w Finlandii. 🙂

Najdziwniejszy nocleg: Enontekiö (Finlandia)

Noc spędzona w saunie. 😀 Udając się w to miejsce, zgodnie z opisem na stronie internetowej z zaznaczonymi darmowymi miejscami noclegowymi w Finlandii, spodziewaliśmy się drewnianej chatki. I owszem, chatka była, tyle że zamknięta. Obok natomiast znajdowała się sauna z otwartymi drzwiami, a my nie mieliśmy już tego dnia ochoty na dalszą jazdę. Mieliśmy za to doświadczenie w rozpalaniu łaźni, nie trzeba chyba więc mówić, że była to ciepła noc. Ale czekajcie, to jeszcze nie koniec dziwactw. Pomieszczenie nie było szczelne, a komarów tam nie brakowało, zatem kiedy zauważyliśmy, że potyczka z nimi jest syzyfową walką, bo co chwilę przylatują kolejne, postanowiliśmy wewnątrz przedsionka sauny rozstawić namiot i wejść do środka. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę – było spokojnie, cicho i ciepło. I bardzo dziwnie. 😀

Najgorszy nocleg: Geiranger (Norwegia)

To chyba jedyna typowo turystyczna miejscowość odwiedzona przez nas w Norwegii. Przepiękna, niesamowicie urokliwa i malownicza, jednak przepełniona płatnymi polami campingowymi, a przede wszystkim tabliczkami z zakazem biwakowania. Aby nie złamać tego zakazu, dość długo szukaliśmy odpowiedniego miejsca. Ostatecznie skończyliśmy przy niewielkiej ścieżce leśnej (choć lepszym nazewnictwem byłoby po prostu „w krzakach”), na podłożu niemającym zbyt wiele wspólnego z równością. Tego dnia mieliśmy również ogromne problemy z rowerem, więc zasypiając nastrój mieliśmy naprawdę paskudny.

Najciekawsze spotkanie (ludzie): Sointu i Terho (Finlandia)

Wspaniali ludzie, z którymi utrzymujemy kontakt do dziś. Zaprosili nas do swojej chatki nad jeziorem po krótkiej rozmowie przy… Lidlu. Pływanie, sauna, rejs łódką, kolacja, śniadanie – ugościli nas niemalże po królewsku. Jednak nie chodzi nawet o te wszystkie atrakcje i udogodnienia, chodzi głównie o niezwykle dobre serca Sointu i Terho, dzięki którym przez ten jeden wieczór mogliśmy poczuć się niemalże jak w domu. ❤

Nasi cudowni gospodarze - Sointu i Terho ❤

Najciekawsze spotkanie (zwierzęta): renifery (Finlandia), szkockie krowy (Dania)

Ciężko mi się zdecydować. Spotkania reniferów wyczekiwałem zdecydowanie najbardziej, gdyż dotąd jeszcze nigdy nie widziałem żadnego w naturalnym środowisku, a nie jest tajemnicą, że w Finlandii właśnie tak żyją. I za każdym razem, kiedy jakiś pojawiał się na drodze, automatycznie pojawiał się również uśmiech na mojej twarzy, a punktem kulminacyjnym było zobaczenie całego stada, które blokowało nawet ruch przejeżdżających samochodów. 😀 Z drugiej jednak strony najbardziej niespodziewanym spotkaniem była szkocka rasa wyżynna. Jak wskazuje nazwa, myślałem, że hoduje się je na Wyspach, jednak trafiliśmy na naprawdę wielkie stado w Danii. Mało tego, te włochate krówki, jak lubię je nazywać, były akurat karmione (jabłkami, jakby ktoś chciał wiedzieć 😀), więc stały przy samej drodze, dawały się głaskać i wręcz pozowały do zdjęć. Po prostu super! 🙂

Największe pozytywne zaskoczenie: ceny w Norwegii

Po obiegowych opiniach, które są niemal wszechobecne w internecie, sądziliśmy, że Norwegia będzie największym wyzwaniem dla naszego oszczędnopodróżniczego budżetu, że to jeden z najdroższych krajów Europy, a nawet i świata. I może jest to prawda, jeśli ktoś nocuje w hotelach lub stołuje się w restauracjach, ale podróżując z namiotem i robiąc zakupy w marketach spożywczych pobyt w Norwegii może być naprawdę tani. O wiele tańszy, niż w naszych najśmielszych przypuszczeniach. Mało tego, nawet promy, z których korzystaliśmy dwukrotnie, a które mieliśmy wkalkulowane w koszta, okazały się dla rowerzystów darmowe. 😀

Oto produkt, który bardzo ciężko znaleźć gdziekolwiek poza Norwegią - brunost, czyli karmelizowany ser. Akurat on nie zalicza się do tych wyjątkowo tanich artykułów spożywczych, ale koniecznie trzeba go spróbować 👍

Największe negatywne zaskoczenie: komary w Finlandii

Słyszałem, że tych owadów jest bardzo dużo w Finlandii, jednak rzeczywistość okazała się jeszcze gorsza. W komentarzach otrzymywałem wiadomości, iż taki sam problem występuje też w Norwegii czy Szwecji, jednak osoby, które to pisały, pewnie nie były w Finlandii, bo takich ilości komarów jak tam nie widziałem nigdy wcześniej ani nigdzie później. Tego nawet nie da się opisać słowami, a kto nie doświadczył czegoś takiego na własnej skórze, nawet nie będzie w stanie sobie tego wyobrazić… I może lepiej, żeby tak zostało, gdyż takich przeżyć nie życzę nikomu. Podczas rozstawiania namiotu dochodziło do sytuacji, w której jeden z nas wrzucał jak najszybciej wszystkie rzeczy do środka, a drugi w tym czasie machał przy wejściu jakąś kurtką, bo był to jedyny sposób, aby do wnętrza dostało się tylko kilka krwiopijców, a nie dziesiątki czy nawet setki. A pakowanie rzeczy do namiotu jest przecież kwestią 2-3 minut, więc chyba nie trzeba mówić, co się dzieje przy dłuższym postoju na świeżym powietrzu… Na szczęście występuje to głównie w lasach oraz ich okolicach, i to nie w całym kraju, gdyż w przeciwnym wypadku w Finlandii po prostu nie dałoby się mieszkać…

Zmiana dętki w Finlandii bez długich spodni skutkuje takimi pamiątkami...

Najniebezpieczniejsza sytuacja: strzały z broni (Szwecja)

Namierzyliśmy na mapach Google jakieś jezioro, więc zmierzamy w jego kierunku. Jest wieczór. Droga na miejsce prowadzi ścieżkami leśnymi. W pewnym momencie słyszymy wystrzał z broni. Później drugi i następne. Na moment się zatrzymaliśmy z lekką obawą, tym bardziej że chwilę wcześniej minęliśmy znak z zakazem wjazdu. Lecz ów znak dotyczył tylko samochodów, więc decydujemy się powoli iść dalej. Kolejne strzały z broni, coraz głośniejsze. Żeby była jasność, nie baliśmy się, że ktoś będzie strzelał bezpośrednio do nas. Przyjętą przez nas wersją było trwające właśnie polowanie, ale skoro tak, to może ten znak zakazu dotyczył jednak wszystkich, aby nie otrzymać w „prezencie” jakiejś zagubionej kuli? Ale przecież do naszego jeziora zostało ledwie paręset metrów, nie prowadzi do niego żadna inna droga, a w pobliżu nie ma żadnego innego zbiornika wodnego… Przesuwamy się więc w dalszym ciągu niepewnie do przodu. Nie mija wiele czasu i zaczynamy się z siebie śmiać – właśnie przeszliśmy obok… strzelnicy, takiej z wyrzutnią dyskową. Także wszystko skończyło się na szczęście tylko na wyimaginowanym strachu. A ostatecznie miejsce noclegowe było pierwszej klasy. 👌

Dobrze, że nie postanowiliśmy zawrócić, bo stracilibyśmy noc w takich sceneriach 😉

Najśmieszniejsza sytuacja: koń głodomór (Dania)

W Danii do biwakowania wyznaczone są specjalne miejsca, najczęściej z paleniskiem. Pewnego razu wybraliśmy nocleg przy jeziorze, na łące, na której… pasło się mnóstwo koni. I co interesujące, były one totalnie przyzwyczajone do obecności ludzi, gdyż w ogóle się nami nie przejmowały, wręcz przeciwnie, podchodziły i można powiedzieć, że nas zaczepiały. Wystarczyła jednak chwila nieuwagi, aby jeden z kuców wetknął swą paszczę w leżącą na ziemi reklamówkę z jedzeniem. A że na wierzchu niej były akurat pyszne ciasteczka, w uczcie nie przeszkodziła mu nawet folia ochronna. 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *