Rowerem dookoła Bałtyku – relacja cz.11 (Szwecja cz.2)

Zapraszam na kolejną, 11. już część z ubiegłorocznej wyprawy dookoła Bałtyku. Poprzednio skończyliśmy na Sztokholmie, dziś kontynuujemy jadąc z powrotem na zachód, do Göteborga, i właśnie na tym fragmencie trasy skupi się dzisiejsza relacja. A więc będzie o 8 dniach podróży, które odbyliśmy na przełomie sierpnia i września (26.08-2.09.2020). 🙂

Pierwszym z zaplanowanych przez nas do odwiedzenia miejsc po opuszczeniu stolicy był Gripsholm. Jest to efektowny zamek nad jeziorem Melar, w miejscowości Mariefred, będący niegdyś rezydencją szwedzkich królów. To właśnie tu na świat przyszedł późniejszy król Polski i Szwecji Zygmunt III Waza, w tutejszych zbiorach znajdują się też polskie zabytki zrabowane przez Szwedów podczas najazdów na Polskę. Historia historią, ale zamek jest po prostu bardzo atrakcyjny wizualnie i przede wszystkim z tego powodu na pewno warto go zobaczyć, zwłaszcza że wejście na jego dziedziniec jest całkowicie darmowe. 😉

Następny przystanek to już nieplanowane wcześniej, aczkolwiek dość ciekawe miejsce o nazwie Konst på Hög, co można przetłumaczyć jako „Sztuka na szczycie”. I może niełatwo się domyślić, ale jest to nic innego jak… sztuka nowoczesna na szczycie góry Kvarntorp. 😂 Są tu fajne widoki, jest około 30 oryginalnych dzieł, więc jako całość to na pewno interesujący punkt. Może nie na tyle interesujący, żeby jechać pół kraju, aby go zobaczyć, ale będąc gdzieś w tej okolicy (a to mniej więcej okolica miasta Örebro), warto na chwilę się przytrzymać i wspiąć na wspomnianą górę. 😉

Byliśmy już wcześniej w szwedzkiej stolicy, dojechaliśmy też i do „rezerwowej stolicy Szwecji”, bo właśnie tak nazywany jest Karlsborg. Bierze to się z faktu, iż w latach 1819–1909 wzniesiono tu twierdzę, która w wypadku wojny stanowić miała schronienie dla szwedzkiego rządu, rodziny królewskiej, insygniów koronnych i zapasów złota. Jej budowa jednak posuwała się tak wolno w stosunku do rozwijającej się technologii artyleryjnej, że tak naprawdę nigdy nie była do końca bezpieczna i nie sprawowała pierwotnie założonej funkcji. Obecnie jest ona udostępniona do zwiedzania, oprócz tego mieści się tam garnizon szkoleniowy. A pisząc o Karlsborgu warto wspomnieć, że przechodzi przez niego Kanał Gotyjski, czyli najdłuższy śródlądowy kanał wodny Szwecji.

Kolejną fantastyczną miejscowością na naszej trasie było Borås, które naprawdę mnie zachwyciło, mógłbym je chyba nazwać największym pozytywnym zaskoczeniem całej podróży w kategorii właśnie miast. Położone jest ono nad rzeką Viskan, która płynąc spiralnym nurtem przecina miasteczko wielokrotnie, czyniąc je niezwykle malowniczym (z tym malowniczym to może się powtarzam, ale taka jest prawda 🙂). Borås słynie też z festiwalu sztuki ulicznej No Limit, w związku z tym znajduje się tu mnóstwo fenomenalnych murali, można by je nazwać nawet szwedzkim królestwem street artu. Dla mnie rewelacja! 👌

W tych okolicach przytrafiła nam się straszno-śmieszna sytuacja. Otóż był już wieczór, a więc szukaliśmy jakiegoś fajnego miejsca na rozbicie namiotu. Na mapach Google namierzyliśmy jezioro i zmierzamy w jego kierunku, droga prowadzi ścieżkami leśnymi. W pewnym momencie słyszymy wystrzał z broni. Później drugi i następne. Na moment się zatrzymaliśmy z lekką obawą, tym bardziej że chwilę wcześniej minęliśmy znak z zakazem wjazdu. Lecz ów znak dotyczył tylko samochodów, więc decydujemy się powoli iść dalej. Kolejne strzały z broni, coraz głośniejsze. Żeby była jasność, nie baliśmy się, że ktoś będzie strzelał bezpośrednio do nas. Przyjęliśmy wersję, że właśnie trwa jakieś polowanie, ale skoro tak, to może ten znak zakazu dotyczył jednak wszystkich, aby nie otrzymać w „prezencie” jakiejś zagubionej kuli? No ale do naszego jeziora zostało ledwie paręset metrów, nie prowadzi tam żadna inna droga, a w pobliżu nie ma żadnego innego zbiornika wodnego… Przesuwamy się więc w dalszym ciągu niepewnie do przodu. Nie mija wiele czasu i zaczynamy się z siebie śmiać – właśnie przeszliśmy obok… strzelnicy, takiej z wyrzutnią dyskową. 😅 Także wszystko skończyło się na szczęście tylko na wyimaginowanym strachu, a ostatecznie miejsce noclegowe było pierwszej klasy. 👌

"Chowanie się" przed wystrzałami z broni doprowadziły nas natomiast do takiej miejscówki 👍

Ostatnim akordem tej części relacji jest wizyta w drugim pod względem wielkości mieście w Szwecji, czyli w Göteborgu. To właśnie tu znajduje się główna siedziba Volvo, a więc największego szwedzkiego koncernu samochodowego, ale oczywiście nie z tego powodu odwiedziliśmy stolicę regionu Västra Götaland. Przyjechaliśmy z powodu atrakcji, które się tu znajdują, a których kilka przykładów za chwilę pokrótce opiszę. 😉

Zacznijmy od dwóch placów, które zdecydowanie warto odwiedzić. Pierwszym z nich jest Götaplatsen, gdzie stoi jeden z głównych symboli miasta – fontanna Posejdona. To również centrum kulturalne Göteborga, bo znajduje się tu także Muzeum Sztuki, Teatr Miejski czy Biblioteka Miejska. Drugi ciekawy plac to Gustaf Adolfs torg nazwany na cześć założyciela miasta, czyli Gustawa II Adolfa. To taki tutejszy rynek z ratuszem, budynkiem giełdy oraz rozciągającym się obok głównym kanałem portowym.

Kolejnym godnym uwagi miejscem jest Skansen Kronan (co można przetłumaczyć jako „Koronny Szaniec”, stąd ta korona na szczycie). To XVII-wieczna twierdza, a konkretnie wieża, o murach grubości 5 metrów i 23 otworach na działa. Została wzniesiona w celu ewentualnego duńskiego ataku, do którego jednak nigdy nie doszło, a wspomniane działa nigdy nie zostały użyte. A jako że takie konstrukcje zazwyczaj buduje się na wzniesieniach, można stąd oglądać fajne widoki sporej części Göteborga. 😉

Tak jak było w Sztokholmie, tak i tutaj mieści się kilka muzeów, których zwiedzanie nie kosztuje nawet złotówki (lub korony w tym przypadku 😄). My zdecydowaliśmy się wstąpić do Muzeum Historii Naturalnej oraz Muzeum Kultury Światowej i zwłaszcza w tym drugim obejrzeliśmy bardzo interesującą kolekcję. 👍

Wyszczególniłem tylko kilka göteborskich atrakcji, oczywiście jest ich dużo więcej, włącznie ze świetnym street artem na obrzeżach, ale to już w poniższej fotogalerii. Ogólnie w moim odczuciu Göteborg jest bardzo przyjazny rowerzystom, ma świetną sieć dobrze oznaczonych dróg rowerowych. Ponadto ruch jest tu dużo mniejszy niż w chociażby w Sztokholmie (nie trzeba stać na rowerze w korkach czy obawiać się rozjechania przez tłum pędzących kolarzy), więc jazda tutejszymi ulicami jest naprawdę przyjemnością. A na koniec dodam, że w Göteborgu zaczyna się prowadzący wzdłuż zachodniego wybrzeża Szwecji najlepszy szlak rowerowy Europy 2018 roku, ale to zostawiamy już na następny raz. 😉

No to niemalże już tradycyjnie, na zakończenie jeszcze kilka ujęć dotyczących tego, co nie znalazło się w relacji tekstowej. Tym razem będą to głównie nasze biwaki, ale też zwierzęta, a nawet UFO. 😀 Popatrzcie. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *