Walencja cz.2

W pierwszej części opisałem już wiele miejsc skupionych głównie wokół centrum Walencji i najbliższej okolicy. Tym razem do pokonania nieco większe odległości i w związku z tym liczba przedstawionych atrakcji będzie nieco mniejsza, jednak ich efektowność z całą pewnością jeszcze się zwiększy. Zresztą za chwilę przekonacie się sami. 😉

Rozpoczynamy dość nietypowo – od rzeźby. Jest ona jednak na tyle ciekawa, że postanowiłem poświęcić jej oddzielny akapit. Mieszcząca się na rondzie przy ulicy Eduardo Boscá statua nosi nazwę „Homenaje al libro„, czyli po prostu „Hołd książce”. I kiedy ją zobaczycie, zrozumiecie dlaczego. Interesująca postać o dwóch twarzach, z czymś w rodzaju słońca na głowie, po prostu czyta. Brzmi raczej śmiesznie i trochę też tak wygląda, lecz dzięki temu, iż jest aż tak bardzo nietypowa, warta jest zainteresowania. 😉

Kolejną „wielką” atrakcją, zarówno dosłownie, jak i w przenośni, jest Park Guliwera (Parque Gulliver). Położony jest w Jardín del Turia, a jego głównym punktem jest 70-metrowy tytułowy bohater. Całość przedstawia moment, w którym przybył on do Krainy Liliputów i został przez nich skrępowany, z zachowaniem odpowiedniej skali, czyli widzimy go w sposób, w jaki postrzegali go mieszkańcy tamtego świata. Dzięki różnego rodzaju drabinkom, rampom i zjeżdżalniom, można chodzić po Guliwerze, tak jak robili to malutcy ludzie z powieści Jonathana Swifta. Świetny pomysł i ciekawe wykonanie sprawia, iż niepozorne miejsce robi naprawdę spore wrażenie.

Głównym i najbardziej znanym świętem Walencji jest Las Fallas (Święto Ognia). Polega one na tym, iż miejscowi artyści tworzą ogromne rzeźby z kartonu, plastrów, wosku i drewna, którymi w prześmiewczy, karykaturalny sposób wyrażają swoje opinie na bieżące tematy. Ostatniego dnia obchodów, 19 marca, wszystkie falle (tak właśnie nazywają się te wielkie twory) zostają spalone. Nie do końca rozumiem ideę takiego festiwalu, jednak nie da się ukryć, iż jest to niezwykle efektowne. Czemu w ogóle o tym wspominam? Otóż następnym punktem na mojej trasie jest muzeum poświęcone właśnie temu festiwalowi – Museo Fallero. Znajdziemy tam uszeregowane chronologicznie fantastyczne rzeźby, które brały udział w uroczystościach, a jednak nie spłonęły, oraz zwycięskie plakaty promujące święto. Za wejście do muzeum trzeba zapłacić 2€, co jest ceną po prostu śmiesznie niską, a każde następne dzieło tylko utwierdza w tym przekonaniu. Zapewniam was, że nawet nie przypuszczacie, jakie cuda można wykonać ze zwykłej tektury. Niesamowite i oryginalne miejsce, wielkie pozytywne zaskoczenie. 😉


Pora na chyba największą, a na pewno najnowocześniejszą atrakcję Walencji. Ciudad de las Artes y las Ciencias (Miasteczko Sztuki i Nauki) jest pewnego rodzaju „miastem w mieście”, całkowicie wyróżniającym się innowacyjnością na tle innych rejonów. Kompleks zajmuje obszar 350 tysięcy metrów kwadratowych, a w jego skład wchodzi 6 obiektów. Przyjrzyjmy się im pokrótce nieco bliżej. El Palau de les Arts Reina Sofía jest operą. W L’Hemisfèric znajdziemy planetarium oraz największą salę kinową w Hiszpanii. El Museo de las Ciencias Príncipe Felipe to muzeum prezentujące najnowsze osiągnięcia nauki i techniki. L’Umbracle jest ogrodem z egzotyczną roślinnością oraz pełni funkcję podziemnego parkingu. L’Oceanogràfic to największe w Europie oceanarium, z powierzchnią 110 tysięcy metrów kwadratowych. Na terenie kompleksu można także podziwiać konstrukcję L’Àgora, czyli wielofunkcyjną zadaszoną przestrzeń, której inauguracją był turniej tenisowy Valencia Open 500. Wszystkie niezwykle innowacyjne i efektowne budynki, w połączeniu z otaczającymi go zbiornikami wodnymi, stanowią naprawdę „inny świat”. Całość jest totalnie niesamowitym i wspaniałym miejscem, architektoniczną perełką, której w żadnym wypadku nie można pominąć zwiedzając Walencję.

Walencja, podobnie jak Barcelona, położona jest nad Morzem Śródziemnym, wobec tego nie mogło obejść się bez wizyty na plaży. Czas na parę zdjęć z krótkiej, dotleniającej wędrówki wzdłuż brzegu. 😉

Jako że pozostało jeszcze trochę czasu, postanowiłem także odwiedzić Monasterio de San Miguel de los Reyes. Budowla powstała na miejscu dawnego klasztoru cysterskiego i jest ważnym dziełem walenckiego renesansu. Efektownie prezentuje się całościowo z oddali (nieco przypomina opisywane w poprzednim dniu Muzeum Sztuk Pięknych), warto też przyjrzeć się monumentalnej fasadzie. Jaka ocena ogólna? Na pewno nie powinien być pierwszym wyborem podczas zwiedzania miasta, jeśli jednak zostanie wam jakaś wolna chwila, można zajrzeć w te rejony.


Na sam koniec, już niemal tradycyjnie, chciałbym zaprezentować jeszcze kilka innych zdjęć, które nie znalazły się w relacji, a które są warte zobaczenia i krótkiej wzmianki. 😉


<-Dzień 5: Walencja cz.1                                                                                                                                                                                         Dzień 7: Barcelona cz.5->