Wenecja

Dzień trzeci, a więc kulminacja całego wyjazdu – wizyta w Wenecji. Zastanawiałem się, jak ją zaprezentować na stronie, bo to na tyle niepowtarzalne i wyjątkowe miasto, że ciężko iść zwyczajnie od punktu A do punktu B, nie zbaczając przy tym z zaplanowanej ścieżki. Jest tu tak dużo niezwykle urokliwych uliczek, iż wręcz grzechem byłoby czasem nie odbić w którąś z nich. Dlatego relacja też będzie inna niż zwykle, skupiona bardziej fotograficznie na przebytym przeze mnie szlaku, a nie na konkretnych miejscach. Naturalnie nie zabraknie tradycyjnych opisów najważniejszych atrakcji tej miejscowości na wodzie, ale tym razem nie wszystkie scharakteryzuję szczegółowo. Bo po co się obszernie rozpisywać, skoro w wielu przypadkach zdjęcia mówią same za siebie? 😉

Zaczęło się od przyjazdu na stację Tronchetto, lecz żeby w ogóle dostać się na wyspę, trzeba wpierw przejechać długi most (lub po prostu drogę oskrzydloną po obu stronach wodą 😛 ). Stamtąd, aż do Piazzale Roma, czyli na półtorakilometrowym odcinku, można jeszcze poruszać się samochodem (w dalszej części Wenecji jest to już kompletnie niemożliwe), aczkolwiek ja oczywiście wybrałem transport „nożny”. 😉


Zarys trasy miałem rzecz jasne z góry zaplanowany. Początek w kierunku środka miasta, przed dojściem do Canal Grande odbicie w dzielnicę Dorsoduro, przejście brzegiem aż do końca, następnie mostem Ponte dell’Accademia w kierunku San Marco, dojście do Castello i powrót niejako drugą stroną na dworzec Santa Lucia. Wszystko jednak po kolei i jak zapowiadałem, skupmy się na fotografiach. 🙂


Pora na solidną porcję świątyń, bo w niedalekiej odległości od siebie znajduje się kilka z nich – Santa Maria Gloriosa dei Frari, San Rocco z Wielką Scuolą po sąsiedzku (czyli budynkiem dawnego bractwa) oraz San Pantalon.






Ostatnia prosta na drodze do południowego brzegu wyspy to zwłaszcza malownicze krajobrazy wodne, których nie może brakować, bo w końcu wenecką sieć tworzy około 150 kanałów. Wszystkie są niemalże identyczne czy może każdy ma coś osobliwego, wyróżniającego? Jakie jest wasze zdanie? 😉

Tak już jest na wyspach, że w pewnym momencie kończy się droga lądowa i jedyna opcja, aby dostać się na przeciwległy brzeg, to prom lub innego rodzaju łódź (ewentualnie można spróbować swoich sił wpław 😛 ). W przypadku Wenecji i dzielnicy Dorsoduro „blokadę” pieszego stanowi Canale della Giudecca oddzielający historyczne centrum właśnie od wyspy Giudecca, a także od San Giorgio Maggiore. I szczerze mówiąc, nie wiem czy warto w ogóle starać się tam dostać, skoro z głównej części miasta rozciągają się aż tak piękne scenerie, obejmujące najważniejsze atrakcje wspomnianych, oddzielonych wodą regionów, z Bazyliką San Giorgio Maggiore na czele.


Kolejnym krótkim przystankiem jest Bazylika Santa Maria della Salute. Szczerze mówiąc, pewnie byłby odrobinę dłuższym, gdyby świątynia nie była zamknięta i udało by mi się wejść do środka. 😛 I chociaż nie miało to miejsca, w moim przekonaniu kościół ma na tyle ciekawą architekturę zewnętrzną, że należy go w pewnym sensie wyróżnić. Barokowa konstrukcja na planie ośmioboku z licznymi arkadami, zwieńczona kopułą i ozdobiona wieloma rzeźbami (między innymi ewangelistów Marka, Łukasza, Mateusza i Jana na frontowej fasadzie) po prostu robi świetne wrażenie. 🙂


Zmierzamy w kierunku Ponte dell’Accademia, aby dostać się do dzielnicy San Marco, mieszczącej główne atrakcje miasta. Ale że jesteśmy w Wenecji, to na każdym kroku napotykamy na urokliwe uliczki i cudowne scenerie. Dlatego pokonanie nawet niezbyt długiego odcinka wymaga czasu. Nie ma przecież opcji, iż nie uwiecznimy tego na fotografiach. 😛


A czemu warto czasami zboczyć z zaplanowanego szlaku i zgubić się w wąskich miejskich uliczkach? Dla mnie udało się dzięki temu trafić chociażby na Bel-Air Fine Art, czyli galerię sztuki nowoczesnej, z eksponatami, o które zupełnie nie podejrzewałbym Wenecji. 😛 I aby ujrzeć część z nich, wcale nie trzeba wchodzić do środka, bo mieszczą się są na niewielkim „ukrytym” dziedzińcu. 🙂




Wiecie, że w XVII wieku Wenecja uważana była za europejską „stolicę opery”? Teraz już na pewno wiecie. 😉 To tutaj ten rodzaj sztuki stał się rozrywką dostępną dla szerszej publiczności. W 1637 roku otwarto Teatro Cassiano, gdzie przedstawienie, których odbywało się naprawdę sporo, mógł zobaczyć niemalże każdy chętny. Wspomniana instytucja nie przetrwała do dziś, po licznych pożarach została ostatecznie rozebrana w 1812 roku, lecz jej miejsce zajął niejako Gran Teatro La Fenice, mając za symbol właśnie odradzającego się z popiołów mitycznego feniksa.



Wiem, czego wciąż brakuje, skoro jesteśmy w Wenecji – zdjęć z gondolami w roli głównej. 😛 I właśnie zamierzam to zmienić, bo na kolejnym fragmencie przebytej przeze mnie trasy było wiele okazji, aby tego typu widoki oglądać i uwiecznić na fotografiach. 😉




Czas na zdecydowanie najsłynniejsze miejsce całej Wenecji, czyli fantastyczny Plac św. Marka i połączony z nim mniejszy placyk Piazzetta San Marco. Czemu jest tak nadzwyczajny i skąd bierze się jego aż tak wielka popularność? Zacznijmy od Pałacu Dożów (Palazzo Ducale), a więc dawnej siedziby władców i rządu miasta, z masą efektownych arkadowych loggii. Dalej widzimy dwie wysokie wolnostojące kolumny – imiennika skweru oraz św. Teodora. Mało? Stoi tu również najwyższa budowla wyspy, prawie 100-metrowa Dzwonnica św. Marka. Kolejna interesująca konstrukcja to jedna z największych bibliotek we Włoszech i najważniejsza biblioteka Wenecji – Biblioteca Nazionale Marciana. Ciekawie wygląda także Torre dell’Orologio – wieża zegarowa, na której ujrzeć można skrzydlatego Lwa św. Marka oraz Madonnę z Dzieciątkiem. Wszystkie te elementy prezentują się wspaniale, lecz tak naprawdę nikną w blasku przecudownej Bazyliki św. Marka. I to blasku w dosłownym znaczeniu, gdyż słońce odbijające się od zdobionych złoconymi mozaikami portali potrafi rzeczywiście oślepić. 😛 Trudno oddać słowami pełnię czaru i mistrzostwo świątyni, a ci, którzy widzieli ją na własne oczy, wiedzą o czym mówię. Reszcie pozostają jedynie zdjęcia, ale sądzę, że i te mogą zachwycić. 🙂




Po chwili mijam najsłynniejszy most Wenecji, a jednocześnie jeden z najbardziej znanych na świecie – Most Westchnień (Ponte dei Sospiri). I tak naprawdę nie mam pojęcia, skąd nad nim tyle zachwytów i dlaczego ludzie nieustannie przy nim wzdychają. Jeśli chcecie znać moje zdanie – po prostu kolejna „kładka”, dość ładna, ale nic więcej. Dlatego nie zatrzymuję się przy nim na dłużej i zmierzam w kierunku Arsenału – kompleksu stoczni, gdzie dawniej konstruowano okręty wojenne i statki handlowe, a później także broń, amunicję oraz działa. To najdalej wysunięty na wschód punkt podczas mojego spaceru po „mieście na wodzie”, a po drodze natrafiłem znów na kilka ciekawych miejsc i obiektów, które zaprezentuję w poniższej galerii. 😉


Jeżeli szukacie jakiejś tradycyjnej karnawałowej weneckiej maski, to z czystym sumieniem polecam wstąpić do sklepiku Cà Del Sol mieszczącym się przy ulicy Calle Seconda de la Fava 4964. Wcześniej, w trakcie planowania wędrówki po mieście, kompletnie nie znałem tej placówki, tym większe okazało się moje zaskoczenie i zachwyt, kiedy przypadkowo się na niego natknąłem. Wybór produktów – ich kolory, kształty, wielkość – jest tak różnorodny, iż nie sposób sobie tego wyobrazić. Wewnątrz można poczuć się niemalże jak w bajce i myślę, że nikt nie wyjdzie stamtąd niezadowolony. I nawet jak nie macie w planach żadnych zakupów, warto tam zawitać i przynajmniej nacieszyć swe oczy. 😉



Kolejnym punktem wyjątkowym, którego nie znajdziemy raczej we wszystkich przewodnikach, a które zdecydowanie warto zobaczyć, jest Libreria Acqua Alta. Już w momencie przekroczenia progu wejściowego wiadomo, że nie trafiliśmy do typowej księgarni. Wystarczy powiedzieć, iż tutejsze książki umieszczone zostały w wannach, kajakach, łódkach i innych podobnych niekonwencjonalnych „gablotach”. Powód takiego rozwiązania wiąże się z nazwą placówki, po polsku oznaczającą „wysoką wodę”. Otóż kiedy jej poziom się podnosi, co w Wenecji zdarza się co jakiś czas, wlewa się ona do środka, a sposób przechowywania zbiorów oszczędza go przed zniszczeniem. Właściciel wpadł na świetny pomysł, potęgując jednocześnie przy tym magiczność, a zwłaszcza ekstrawaganckość swego sklepu. Niektórzy twierdzą, że księgarnia ta należy do najpiękniejszych na świecie. Ja osobiście z takowym określeniem bym się wstrzymał, lecz jeśli chodzi o oryginalność i nieszablonowość, to na pewno zajmuje czołową lokatę. Przyznam szczerze, nie wyobrażam sobie, aby odwiedzając Wenecję nie wstąpić do Acqua Alta – tego typu atrakcji po prostu nie ogląda się zbyt często. 😉


Pora na ostatnią świątynię, której przyjrzymy się nieco bliżej, bo Bazylika Santi Giovanni e Paolo z całą pewnością na to zasługuje, a duży wpływ ma znaczenie i istotność konstrukcji. Wchodzi on bowiem w skład panteonu sławy i historii Republiki Weneckiej, jest jej drugim oficjalnym kościołem (po Bazylice św. Marka), a z racji tego, iż spoczywa tu wiele znanych osobistości (w tym 25 dożów), porównuje się go niejako nawet do londyńskiego Westminster Abbey. Oczywiście wartości wizualnych też mu nie brakuje, a budowla stanowi najdoskonalszy przykład gotyku weneckiego oraz gotyckiej architektury sakralnej. Wnętrze natomiast zdobią przeróżne rzeźby, obrazy, nie brakuje również efektownych ołtarzów i kaplic. Obiekt leży przy Campo Santi Giovanni e Paolo, czyli chyba najbardziej monumentalnym, po słynnym Placu św. Marka, skwerze w mieście, dlatego bez wątpienia warto tu zajrzeć. 😉


Kończymy powoli naszą wenecką przygodę, „ostatnia prosta” w drodze na dworzec Santa Lucia, lecz zanim tam dotarłem, musiałem jeszcze pokonać między innymi Ponte di Rialto, a więc najstarszy most wzniesiony nad Canal Grande. I nie tylko to wyróżnia go na tle wszystkich pozostałych, także jego rozmiary – 48 metrów długości i 22 szerokości – sprawiają, że jest wyjątkowy. Może nie określiłbym go jako atrakcji specjalnie niesamowitej czy niepowtarzalnej, ale spacer nim i tak należy niemalże do obowiązkowych podczas wizyty w Wenecji.



I tak wyglądał ostatni akcent włoskiej wycieczki. To jednak nie koniec całego wyjazdu, pora na kompletną zmianę klimatu, gdyż następnego dnia przeniesiemy się do stolicy Rumunii. Czy Bukareszt jest równie piękny jak Wenecja czy Florencja? Jakie skrywa atrakcje? I czy w ogóle warto go odwiedzić? Odpowiedzi na te pytania już niebawem. 😉

<-Dzień 2: Florencja                                                                                                                                                                                                Dzień 4: Bukareszt cz.1->