Kartka z pamiętnika: Wrocław

Ostatnimi czasy pojawiało się sporo artykułów z niemieckimi miejscowościami, była też Francja i Szwajcaria, a dziś dla odmiany na tapecie nasz cudowny kraj. Wróćmy do 2015 roku i mojej wizyty w stolicy województwa dolnośląskiego – Wrocławiu. Czwarte pod względem liczby ludności miasto w Polsce w wielu rankingach uważane jest za jedno z najpiękniejszych, a w klasyfikacji firmy doradczej Mercer „Najlepsze miasta do życia” okupuje miejsce w pierwszej setce na świecie. Co wpływa na całą masę tak pozytywnych opinii i czy są one w ogóle uzasadnione? Co może znaleźć tu dla siebie typowy turysta? I w końcu, czy rzeczywiście warto przyjechać do tej położonej nad Odrą aglomeracji? Poniżej odnajdziecie odpowiedzi na te wszystkie pytania. 😉

Zastanawiałem się, co będzie najlepszym wyborem do zaprezentowania na start, tak aby nie była to od razu żadna z największych i najsłynniejszych atrakcji, lecz w dalszym ciągu zadziwiająca i przyciągająca. Decyzja padła na Pomnik Anonimowego Przechodnia, który, musicie się zgodzić, właśnie do takich się zalicza. Całkowicie nietypowa i oryginalna instalacja mieszcząca się po obu stronach ulicy Świdnickiej przedstawia 14 odlanych z brązu postaci z różnych klas społecznych. Co najciekawsze, im są bliżej jezdni, tym głębiej „nikną” w chodniku. Jeśli chodzi o symbolikę rzeźby, zdania są podzielone. Część twierdzi, iż chodzi o zmiany, jakie zaszły w Polsce od czasu stanu wojennego, inni skłaniają się ku upamiętnieniu trudnych czasów tego okresu i uczczeniu anonimowych osób walczących z komunizmem schodząc do podziemia. Jaki by nie przyświecał motyw autorowi, dzieło jest zupełnie nieszablonowe i pewnie dzięki temu w 2011 roku trafiło na listę 15 najpiękniejszych miejsc w Polsce magazynu „Newsweek”, a amerykański „Budget Travel” wybrał je jednym z najbardziej niezwykłych na całym świecie.

Skoro pierwszy punkt za nami, możemy przejść do prawdziwych hitów, a takim bez wątpienia uznać należy plac centralny, pod wieloma względami rekordowy. Na początek, jest jednym z najrozleglejszych rynków staromiejskich Europy. Po drugie, mieszczą się tu największe ratusze w Polsce (Stary Ratusz i Nowy Ratusz). Oprócz nich, na powierzchni 3,8 hektara, na uwagę zasługuje cała masa fantastycznych kamienic, spośród których szczególnie wyróżniłbym Kamienicę Pod Siedmioma Elektorami. Nie wolno rzecz jasna zapomnieć o zabytkowych kościołach, a także interesujących pomnikach oraz fontannach. Wszystko to sprawia, iż skwer ten zupełnie nie ma się czego wstydzić w zestawieniu z innymi podobnymi mu terenami, i nie mówię tu jedynie o naszym kraju, a ogólnie o Starym Kontynencie. Jestem przekonany, że każdy, kto już tu był, przyzna mi rację, a jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji podziwiać cudownego wrocławskiego Starego Miasta i Rynku, powinien jak najszybciej nadrobić zaległości. 🙂


Oddalając się od serca dolnośląskiej stolicy i kierując się w stronę Odry, docieramy do kolejnej ciekawej budowli. Wrocławskie Muzeum Narodowe, bo o nim mowa, to główna placówka tego typu w całym województwie i obejmuje przede wszystkim zbiory malarstwa i rzeźby, ze szczególnym naciskiem na sztukę śląską (naturalnie znajdą się tu również dzieła najznakomitszych polskich oraz europejskich artystów). Jak wspomniałem kilkukrotnie w swoich relacjach, taka twórczość nie mieści się w kręgu moich zainteresowań, dlatego chciałem się skupić zwłaszcza na architekturze zewnętrznej budynku. A ta, co za chwilę zobaczycie na fotografiach, pokryta niemalże w całości roślinnością zmieniającą swą barwę w zależności od pory roku, jest niesamowicie urokliwa i magiczna. 😉


Będąc we Wrocławiu nie wolno też pominąć Ostrowa Tumskiego – najstarszej i najbardziej zabytkowej dzielnicy miasta. Jest to region, który odcisnął dość znaczące piętno na historii Polski, gdyż tutejszy gród stanowił siedzibę pierwszych Piastów. Oczywiście nie tylko przeszłe dzieje i opowieści są godne uwagi, ponieważ do dziś zachowały się różne atrakcje, wśród których zdecydowanie dominują monumentalne obiekty sakralne z Archikatedrą św. Jana Chrzciciela oraz Kolegiatą Świętego Krzyża i św. Bartłomieja na czele. Do dodatkowych atutów zaliczyć trzeba położenie przy Odrze i obecność w pobliżu wielu urokliwych, większych lub mniejszych, wysepek.


Stolicę województwa dolnośląskiego można podzielić na dwie niezwykle przyciągające turystycznie części. Pierwszą, czyli Stare Miasto i okolice, mamy przeanalizowane, czas więc na drugą z nich – Śródmieście. Tu zaczynamy od Hali Stulecia (dawniej nazywaną Halą Ludową). Sam fakt, iż wzniesiona w latach 1911-1913 konstrukcja wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO (co w przypadku tego typu budowli nie zdarza się aż tak często), już powinien być pewnego rodzaju magnesem zachęcającym do jej zobaczenia. Co ciekawe, ma ona także bardzo wszechstronne przeznaczenie. Odbywają się w niej imprezy targowe, wystawiane bywają przedstawienia operowe (jak chociażby „Straszny dwór” Moniuszki czy „Aida” Verdiego), służyła niegdyś również drużynie Śląska Wrocław do rozgrywania koszykarskich spotkań, a nawet była miejscem modlitwy ekumenicznej prowadzonej przez Jana Pawła II (31 maja 1997 roku, podczas jego szóstej wizyty w Polsce).

W powyższej galerii mogliście zauważyć już Wrocławską Fontannę, o której warto powiedzieć nieco więcej. Dlaczego? Otóż z powierzchnią zajmującą około 1 hektara jest ona największą fontanną w Polsce i jedną z największych w całej Europie. Nie porównujmy jej jednak z innymi typowymi wodotryskami, gdyż należy do tych multimedialnych, a umieszczone w jej niecce 300 dysz wodnych, tryskających wodę na wysokość 40 metrów, 3 dysze ogniowe oraz 800 lamp świetlnych na dnie ukazują swoją prawdziwą magię i niezwykłość po zmierzchu podczas specjalnych pokazów połączonych z muzyką. Te odbywają się jedynie w sezonie letnim, ale obejrzenie takiego wieczornego „przedstawienia” też zalicza się do punktów obowiązkowych wizyty w najważniejszym mieście Dolnego Śląska (zwłaszcza, że są one całkowicie darmowe). Ja byłem świadkiem pokazu związanego z kanonizacją papieża Jana Pawła II, lecz zaryzykuję stwierdzenie, iż każdy wywoła w widzach ogromny zachwyt.


Tuż obok mieści się kolejna niesamowita, tym razem bardziej egzotyczna strefa. Mowa rzecz jasna o przepięknym Ogrodzie Japońskim. Tu, za śmieszną wręcz kwotę 4 zł, w szybki sposób „przeniesiemy się” na Daleki Wschód i poczujemy odrobinę takiego klimatu. W swojej przygodzie z podróżami odwiedziłem wiele tego typu obszarów i zapewniam, że ten wrocławski w niczym nie odbiega od konkurencji, a być może nawet ją przewyższa. Fantastyczna mieszanina terenów wodnych (jeziorek i wodospadów), cudownej roślinności oraz typowo azjatyckiej architektury jest wręcz idealnym miejscem na krótki (albo i dłuższy) odpoczynek od miejskiego zgiełku. Zresztą sami popatrzcie na poniższe zdjęcia. 😉

W tym samym rejonie znajduje się następna z ogromnych atrakcji stolicy województwa dolnośląskiego, niewykluczone, że największa ze wszystkich (choć to oczywiście kwestia względna i każdy ma pewnie inne zdanie). Wrocławski Ogród Zoologiczny, bo właśnie o nim myślę, z blisko 2 milionami odwiedzających rocznie (z czego 15% stanowią turyści zagraniczni), jest jednym z najczęściej wizytowanych w naszym kraju, zajmuje także piątą lokatę spośród zoo w całej Europie. Na 33 hektarach powierzchni podziwiać można ponad 10500 zwierząt z 1100 gatunków (co czyni je trzecim pod tym względem na świecie). Rzućmy więc okiem na kilku mieszkańców wrocławskiej placówki. 😉

Niewątpliwym magnesem Ogrodu Zoologicznego we Wrocławiu jest z pewnością jeden z najnowszych kompleksów, wybudowane pod koniec 2014 roku Afrykarium – oceanarium prezentujące, jak sama nazwa wskazuje, przedstawicieli fauny Afryki. Obiekt podzielono na strefę zewnętrzną z plażami dla kotików afrykańskich i pingwinów przylądkowych oraz składającą się z 4 części wewnętrzną: rafę koralową Morza Czerwonego, Afrykę Wschodnią z basenem hipopotamów nilowych oraz rybami jezior Malawi i Tanganika, Kanał Mozambicki między innymi z płaszczkami czy rekinami oraz dżunglę Konga z akwenami manatów, krokodyli nilowych i różnymi ptakami w hali wolnych lotów. Całe Afrykarium mieści przeszło 15 milionów litrów wody, co, dla porównania, odpowiada 6 basenom olimpijskim, a aby zasolić strefę Morza Czerwonego i wyprodukować wodę morską potrzeba około 140 ton soli. 😮


Pora na parę słów podsumowania. Wspomniałem już o liczbie osób odwiedzających rokrocznie zoo dolnośląskiej stolicy, a po swojej wizycie wiem dokładnie, czemu tak się dzieje, i wcale się temu nie dziwię. Fantastyczne miejsce dla miłośników zwierząt, gdzie za 45 zł (a są także specjalne dni w tygodniu, jak studencie środy czy emeryckie czwartki, kiedy cena dla wybranych grup jeszcze spada) możemy świetnie spędzić niemalże całą dobę. Warto również na wstępie zorientować się w kwestii godzin karmienia i spotkań z opiekunami, gdyż na nich można dowiedzieć się przeróżnych ciekawostek, mając zarazem pewność, że zwierzęta będą wtedy bardziej aktywne. Osobiście dopatrzyłem się jedynie jednego malutkiego minusa, a jest nim mapa parku. Trzeba za nią dodatkowo zapłacić, a poza tym brakuje w niej wyznaczonej trasy zwiedzania dla osób chcących na spokojnie obejrzeć wszystkie gatunki. To oczywiście żaden wielki czy znacząco wpływający na całościowy odbiór problem, lecz żeby gonić za najlepszymi, należy stale się rozwijać. 😛 Tak czy inaczej, wspaniała atrakcja na turystycznej mapie Wrocławia, której po prostu nie wolno przegapić. 🙂

Nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o wrocławskich krasnalach. Obecnie (2018 rok) jest ich 345, a liczba ta stale rośnie. Starsze i nowsze, występujące pojedynczo, w parach lub w grupach, wypoczywające lub wykonujące różnorakie zawody, z brązu, spiżu, gipsu i plastiku, piękne i błyszczące lub doświadczone historią odrobinę mocniej – spotkamy je na każdym kroku i w każdym miejscu, ponadto wszystkie mają swoje imiona. 😀 Muszę przyznać, iż te miniaturowe pomniczki zaskoczyły mnie najbardziej pozytywnie podczas całej mojej wizyty. Nie żebym specjalnie podróżował ich szlakiem (choć istnieje taka możliwość – wydawane są „krasnalowe” mapy dla turystów, a nawet organizowane wycieczki ich trasami), ale niespodziewane odnalezienie któregoś z okazów stale powoduje uśmiech i sprawia zaskakującą radochę. 😛 Ciężko mi wytłumaczyć, skąd to się bierze, że te niewielkie istotki wywołują takie emocje, lecz stały się integralną częścią przestrzeni miejskiej i w niesamowity sposób ubogacają wędrówki tutejszymi uliczkami. Ten, kto wpadł na ten pomysł (a konkretnie Tomasz Moczek, który ustawił pięć pierwszych egzemplarzy), powinien chyba dostać jakiś medal. 🙂 Czas na solidną porcję tych małych mieszkańców stolicy Dolnego Śląska. 😉


Większość emocji za nami, jednak nie może rzecz jasna zabraknąć także ostatecznej galerii z punktami, które nie znalazły się w relacji, a na które zdecydowanie warto przynajmniej przez chwilę rzucić okiem. Przeważać tu będą (jak w sumie prawie za każdym razem 😛 ) różnego rodzaju pomniki, ale znajdzie się też odrobina terenów zielonych oraz akcent sportowy. 😉


Jak sami widzicie, Wrocław to miasto niesamowicie przyciągające, nie dziwne więc, że corocznie odwiedza go ogromna liczba turystów. Na zobaczenie mieszczących się tu atrakcji z całą pewnością nie wystarczy 1 dzień, gdyż chociażby właśnie tyle należałoby zarezerwować na same zoo. Ciężko byłoby wybrać najciekawszą i najpiękniejszą polską miejscowość, ponieważ o tym decydują głównie osobiste gusta i upodobania, lecz dolnośląska stolica na pewno plasuje się w bardzo ścisłej czołówce, a w moim rankingu zajmuje chyba nawet tę najwyższą lokatę. Nie przypominam sobie, aby jakiekolwiek inne miejsce wywołało we mnie tak wiele pozytywnych emocji. Uważam, iż stwierdzenie „cudze chwalicie, swego nie znacie” pasuje tutaj wręcz idealnie, bo Wrocław jest po prostu cudowny, niesłychanie urokliwy i perfekcyjny na krótki, kilkudniowy wypad. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *