Zurych – siedziba i muzeum FIFY

Po serii niemieckich „pojedynczych strzałów” przyszła pora na lekką odmianę i powiew świeżości – wybierzemy się do Szwajcarii. Może nie wszyscy wiedzą, ale kraj ten formalnie nie ma stolicy. I mimo że takową funkcję pełni Berno, będące centralą rządu, to dzisiejszy „główny bohater”, Zurych, jest największym miastem i głównym ośrodkiem gospodarczym, przez co powinno być traktowane jako najważniejsza szwajcarska miejscowość (lub w ostateczności jako jedna z dwóch najważniejszych 😛 ). Czy zatem jego istotność idzie w parze z ilością, a przede wszystkim jakością występujących tu atrakcji? Czy to odpowiedni kierunek turystyczny i rzeczywiście warto go odwiedzić? Przejdźmy do konkretów. 😉

W poprzednich artykułach wspominałem już wielokrotnie, że jestem dużym fanem sportu, a zwłaszcza piłki nożnej, dlatego tym razem najsilniejszym magnesem była dla mnie Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej, czyli po prostu FIFA. I przegląd zaczniemy od niej, gdyż to właśnie w Zurychu ma swoją główną siedzibę. Interesujący jest fakt, iż leży ona przy ulicy, nomen omen, FIFA-Strasse, a jej większa część mieści się pod ziemią. Kompleks udostępniono tylko członkom i pracownikom, a z zewnątrz dostrzec można jedynie dość prosty i wcale nie aż tak duży szklany budynek oraz położone tuż obok boisko (a właściwie kilka). Jeśli zatem nie są to wasze klimaty i nie darzycie futbolu szczególnym sentymentem, śmiało możecie darować sobie wyprawę w te rejony.


I chociaż nie bardzo po drodze (przynajmniej mojego zwiedzania), to pozostańmy w tym samym temacie przewodnim. Co mam na myśli? Otóż w największym mieście Szwajcarii usytuowany jest kolejny obiekt spod szyldu FIFY. Mowa o FIFA World Football Museum, czyli otwartym w 2016 roku muzeum tej organizacji. W dość nowoczesnej, zlokalizowanej niemalże w centrum Zurychu konstrukcji, znajdziemy ponad 3000 metrów kwadratowych przestrzeni wystawienniczej, a w niej masę atrakcji związanych z piłką nożną w międzynarodowym wydaniu. Za chwilę prześledzimy oczywiście wszystkie z nich szczegółowo. 🙂

Zanim przejdziemy (w relacji) przez bramki biletowe i dojdziemy do muzealnej kolekcji, chciałbym wspomnieć o jednym ciekawym i pomysłowym rozwiązaniu poprzedzającym całą wystawę. Szatnia, będąca zazwyczaj jedynie pomieszczeniem na zostawienie swoich kurtek czy plecaków, w tym przypadku wprowadza odwiedzających od razu w futbolowy świat. Każda z szafek ma swojego piłkarskiego „właściciela” i barwę reprezentacji, w której występuje (lub występował). Niby mała rzecz, a mimo to wywołuje uśmiech na twarzy i sprawia, iż szuka się tej najodpowiedniejszej dla siebie. Jako że czołowe gwiazdy jak Messi, Pelé czy Maradona były już zajęte, ja zdecydowałem się na kolor niebieski, czyli Włochy i Fabio Cannavaro. 🙂


Ok, zaczynamy zwiedzanie, a naszym oczom od razu ukazuje się fragment robiący oszałamiające wrażenie. Co to takiego? Otóż na planie okręgu, w miejscu zwanym „Tęczą” („The Rainbow”), zgromadzone są koszulki wszystkich narodowych federacji, które zrzesza FIFA. Wierzcie lub nie, ale jest ich aż 209, posegregowanych kolorami. Jeśli zatem zastanawialiście się jak wygląda albo chcieliście zobaczyć na żywo trykot jakiejś drużyny, tu zaspokoicie swoją ciekawość. Ponadto tuż obok prześledzić można na osi czasu najważniejsze wydarzenia z historii międzynarodowego futbolu, od powstania pierwszego związku w 1863 roku, aż do 2022, kiedy to rozegrane zostaną Mistrzostwa Świata w Katarze.


Następne zbiory, a zarazem najobszerniejsza i najciekawsza kolekcja, usytuowana jest na poziomie -2. Zanim jednak do niej dotrzemy, na komputerowej mapie możemy wybrać dowolny kraj i przestudiować jego aktualne statystyki oraz obejrzeć film z najbardziej wyjątkowymi futbolowymi momentami danego zespołu. A więc również tutaj warto zaopatrzyć się w odrobinę czasu i poznać dokładniej swoich ulubieńców. 😉

Docieramy w końcu do „The FIFA World Cup Gallery”, czyli serca muzeum i wspomnianej już przed chwilą najefektowniejszej wystawy. To właśnie tu podziwiać możemy między innymi mistrzowskie puchary, najistotniejsze pamiątki z poszczególnych czempionatów czy maskotki każdej imprezy. Zarówno egzemplarze, jak i sposób ich przedstawienia, robią naprawdę spore wrażenie i sądzę, że w pełni usatysfakcjonuje ona wszystkich kibiców. I żaden opis nie będzie w rzeczywistości wystarczająco dobry, gdyż trzeba to po prostu „przetestować” na własnej skórze. 🙂


Na tym piętrze, w tutejszym kinie, zwiedzającym pokazywany jest również krótkometrażowy film, także wywołujący masę emocji i pozwalający odczuć niemalże prawdziwą stadionową atmosferę. A następny krok to winda zapewniająca transport w górę, na 1. poziom. Tu czeka na nas prawdziwa zabawa. 😛 Otóż w „The Pinball” każdy ma możliwość zweryfikowania swoich umiejętności. Kilka różnorodnych konkurencji, wśród których są chociażby drybling czy strzały, dostarczy odrobinę ruchu i aktywnej rozrywki. A po odrobinie sportu należy pamiętać o odpoczynku, w czym pomoże mieszcząca się obok biblioteka oraz kanapy z szerokim wachlarzem książek i komiksów o piłkarskiej tematyce.

Po kompletnym obejrzeniu kolekcji, jak to zwykle bywa, dochodzimy do sklepiku, gdzie oferowane są rozmaite pamiątki do kupienia, oraz baru, w którym możemy uzupełnić spalone muzealnymi wojażami kalorie. Ja chcę chwilę poświęcić temu pierwszemu punktowi, gdyż oprócz souvenirów demonstrowanych jest tam kolejna porcja eksponatów – koszulki czy buty z autografami największych gwiazd. Niestety w tym momencie mój aparat odmówił posłuszeństwa i przez dalszą część zuryskiej przygody musiałem posiłkować się zastępczym, o nieco mniejszych możliwościach, lecz najlepszy piłkarz, Lionel Messi, zdołał się jeszcze załapać. 😛

Przestudiowaliśmy wszystkie zbiory, czas więc na krótkie podsumowanie. Na początek informacje praktyczne. Za bilet wstępu do muzeum trzeba zapłacić 24 franki szwajcarskie, czyli nieco ponad 85 złoty. Czy to dużo? Jak zwykle w takich przypadkach, odpowiedź jest niejednoznaczna i uwarunkowana osobistymi upodobaniami. Ze swojej strony mogę jednak powiedzieć, że nie żałuję wydanych pieniędzy. Jeśli lubisz sport, a zwłaszcza piłkę nożna, z pewnością podzielisz moje zdanie i również będziesz zadowolony po wizycie. Uważam, iż każdy prawdziwy kibic po prostu musi odwiedzić to miejsce, wszak to oficjalne muzeum FIFY, nad którym organizacja ta sprawuje pieczę. 🙂

Zostawmy z boku sport i piłkę nożną, pora na atrakcje przeznaczone dla szerszego grona odbiorców. Zacznijmy od otwartego w 1898 roku Landesmuseum – najczęściej odwiedzanego muzeum historycznego w całej Szwajcarii. Nie będę ukrywał, iż to nie do końca mój klimat i nie planowałem oglądać jego eksponatów. Skupię się jedynie na architekturze zewnętrznej obiektu, bo w tej kwestii jest też sporo do podziwiania. Swoją siedzibę ma w przypominającej zamek, niezwykle efektownej budowli, a w dodatku leży przy rzece Limmat, co wpływa bardzo pozytywnie podczas obserwowania go z większej odległości. Dlatego warto wybrać się w tej rejony, nawet jeśli, podobnie jak ja, nie zamierzacie wcale wchodzić do środka.

Tuż obok znajduje się kolejna przyciągająca konstrukcja. Mowa o największej i jednej z najstarszych stacji kolejowej w kraju, zaliczającej się także do najbardziej ruchliwych na świecie, czyli zuryskim dworcu głównym (Hauptbahnhof). Monumentalna elewacja robi naprawdę dobre wrażenie, a bez wątpienia najciekawiej prezentuje się w połączeniu z usytuowanym przed nią pomnikiem szwajcarskiego pioniera kolejnictwa, Alfreda Eschera. Ponadto wewnątrz swego gmachu skrywa następną, kolorową niespodziankę, którą znałem już z opisywanego ostatnio niemieckiego Hanoweru. Za chwilę w galerii zobaczycie o czy mówię. 😉

Jeżeli mowa o imponujących, wyniosłych zuryskich budowlach, to w ścisłej czołówce z pewnością plasuje się również tutejsza opera (Opernhaus). Z podstawowych informacji wspomnę jedynie, iż otwarta została w 1891 roku i może pomieścić 1100 osób. Poza tym nie sądzę, aby trzeba było coś dopowiadać, gdyż jej bezsprzecznie kluczowym atutem jest piękna, częściowo kolumnowa fasada, ze zdobiącymi ją rzeźbami na szczycie, a ta mówi po prostu sama za siebie. 😉


Pora na trochę nauki i oświaty, czyli miejscowy uniwersytet. Zastanawiacie się, co może być atrakcyjnego w pozornie zwykłej uczelni? Składa się na to kilka elementów. Zacznijmy od tego, iż to największa tego typu placówka w całej Szwajcarii. O jej istotności niech świadczy fakt, że jednym z absolwentów był chociażby Albert Einstein. Ponadto leży na wzniesieniu, a jej niezwykle monumentalna siedziba góruje nad centrum miasta. Szybkie dotarcie do niej umożliwia natomiast kolejka szynowa Polybahn, co jest niewątpliwie ciekawym i nietypowym rozwiązaniem. 🙂


To wciąż nie wszystko. Jak się okazuje, ta zuryska szkoła wyższa w swoich murach mieści także sekcje muzealne. I co najważniejsze, udostępnione są one zwiedzającym całkowicie za darmo. I tak w tym samym budynku znajdziemy Muzeum Zoologiczne (Zoologisches Museum) oraz Muzeum Paleontologiczne (Paläontologisches Museum), a po sąsiedzku również Kolekcję Archeologiczną (Archäologische Sammlung). Ta ostatnia wywarła na mnie najlepsze wrażenie i spodobała mi się najbardziej, lecz uważam, iż warto odwiedzić każdą z wystaw. Jakby tego było mało, istnieje też opcja wizyty w Muzeum Etnograficznym (Völkerkundemuseum). W moim przekonaniu jednak ten oddział nie ma do zaoferowania zbyt wielu zajmujących eksponatów, a ponadto położony jest w zupełnie innym rejonie, dlatego akurat można go sobie odpuścić. 😛


Przed podsumowaniem chciałbym dorzucić jeszcze parę słów o miejscu, którego niestety nie udało mi się odwiedzić, gdyż w okresie zimowym (a wtedy odbyłem swą podróż do Zurychu) jest po prostu zamknięte. Żałuję, i to bardzo, ponieważ po przejrzeniu fotografii w internecie śmiem twierdzić, iż mogłaby być to najbardziej fascynująca atrakcja tej szwajcarskiej miejscowości, a bez żadnych wątpliwości zdecydowanie najbardziej oryginalna i nietypowa. Mowa o Bruno Weber Park, czyli fantastycznym i magicznym (prawdopodobnie) ogrodzie rzeźb tego artysty. Mimo śmierci w 2011 roku, właśnie tu jego niesamowite dzieła (które porównałbym do twórczości katalońskiego architekta Antonio Gaudíego) są kultywowane oraz stale rozwijane. Naprawdę gorąco zachęcam do zapoznania się z jego dorobkiem i wizyty w tym niezwykłym zuryskim parku. A może ktoś z was już tu był? 🙂

No i czas na ostatnią fotogalerię. A w niej, standardowo, pozostałe ciekawe punkty miasta, za którymi nie stoi żadna wielka historia, poparte więc będą jedynie krótkimi podpisami. Tym razem nie składa się ona ze zbyt wielu zdjęć, lecz nie zmienia to faktu, że i tak warto rzucić na nie okiem. 😉


Co można zatem powiedzieć na zakończenie o Zurychu? Jak go podsumować? Ja osobiście czuję lekki niedosyt. Ok, FIFĘ, a właściwie jej muzeum, zaliczyłbym do sporych pozytywów. Lecz co z turystami w żaden sposób niezwiązanymi ze sportem? Trochę terenów wodnych, kilka (choć wcale nie tak dużo) interesujących obiektów i uniwersyteckich wystaw to w moim odczuciu odrobinę za mało, jak na największe miasto Szwajcarii. Niewykluczone, że przy wizycie w innym okresie, podczas innej pory roku, moje zdanie byłoby zgoła odmienne, ale mogę opisywać tylko to, co widziałem. Trzeba szczerze przyznać, iż na europejskim tle, a nawet w porównaniu z wieloma niemieckimi miejscowościami, wypada raczej dość blado i bez szału. Dlatego właśnie nie zaliczyłbym Zurychu do kierunków obowiązkowych, które każdy podróżnik powinien odwiedzić. A co wy sądzicie na ten temat? Może macie jednak odmienne zdanie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *